czwartek, 18 lipca 2013

AN INTRODUCTION TO MEDICAL TERMINOLOGY FOR TRANSLATORS - A 2-DAY COURSE


For whom: All translators and translators-in-spe genuinely interested in learning the basics of medical terminology. No preparation/ background knowledge required.

What: During this 16-lesson course the students will 
* learn the meanings of basic combining forms, suffixes and prefixes of the medical language and use them to build medical words
* become acquainted with terms that describe positions, directions and planes of the body
* identify the meanings for new word elements and use them to understand medical terms
Information on function of individual body structures at cellular, organ and system level will be provided to some extent "between the lines".
In brief, lots of knowledge, hard work, challenge and fun are guaranteed.

How: The course lasts for 2 working days. Each day comprises 4 units of learning (90 minutes each: mainly workshop technique, although some lecture may also be necessary). At the end of Day 1 the students may expect obligatory homework assignment. Day 2 ends with a final test, assessing their comprehension of medical terminology covered during the course. NOTE: Translation of medical texts will not be addressed during this course. Its objective is to provide linguists with some knowledge and understanding of medical terminology as a basis to build upon. 

Who: Karolina Kalisz, member of IAPTI & EST. A medical translator/ interpreter with 9 years of professional experience. The only Polish medical translator/ interpreter recommended by the National Consultants for Ophthalmology and Medical Microbiology.

When: August 17-18, 2013 9:00 a.m. - 5 p.m.

Where: Piaseczno (near Warsaw), Albatrosów 12 (Kids Corner)

How to apply: Please send an email to kkalisz.pl@gmail.com. 

Price: 499 PLN (participation fee + materials + coffee/ tea/ water)

czwartek, 18 kwietnia 2013

Ogłoszenie


Przekład pod lupą

STUDENCKO-DOKTORANCKA KONFERENCJA PRZEKŁADOZNAWCZA KOŁA NAUKOWEGO TRANSLATE IT

Studenckie koło naukowe Translate IT! działające przy Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego ma zaszczyt zaprosić studentów oraz doktorantów na konferencję przekładoznawczą pt. „Przekład pod lupą”.

Konferencja poświęcona będzie problemom, jakie napotyka tłumacz podczas pracy z tekstem.

W szczególności interesować nas będą następujące zagadnienia:

1. Przekład literacki
2. Przekład specjalistyczny:
a. Tłumaczenia przysięgłe
b. Tłumaczenia ustne
c. Przekład audiowizualny oraz audiodeskrypcja

Konferencja odbędzie się 1 i 2 czerwca 2013r. w Warszawie w sali 200 budynku Zarządu Samorządu Studentów na Małym Dziedzińcu UW (budnek nr 25 na mapie).

Referaty powinny być wygłoszone po polsku lub po angielsku i trwać około 15min., lecz nie dłużej niż 20min. Uczestnicy będą mieli do dyspozycji komputer, projektor oraz sprzęt nagłaśniający.

Prosimy o przesyłanie abstraktów (max. 200 słów, w języku polskim lub angielskim) na adres translateit.uw@gmail.com do 5 maja 2013r. Abstrakt powinien zawierać tytuł wystąpienia oraz imię i nazwisko referenta, kierunek studiów, uniwersytet.

Opiekunowie naukowi koła Translate It zastrzegają sobie prawo poddania abstraktów wstępnej ocenie i selekcji najlepszych propozycji. Potwierdzenie uczestnictwa w konferencji oraz szczegółowy program zostaną przesłane do 13 maja.

Referenci otrzymają zaświadczenie o uczestnictwie. Udział w konferencji jest bezpłatny.

Zapraszamy na stronę koła na portalu Facebook, gdzie zostaną umieszczone informacje na temat konferencji i innych przedsiewzięć http://www.facebook.com/translateit.uw

W przypadku wątpliwości prosimy o kierowanie pytań na adres translateit.uw@gmail.com lub do organizatorów.

Opiekunowie naukowi koła Translate IT!:

dr hab. Anna Cetera
dr Magdalena Kizeweter

Organizatorzy konferencji:

Karolina Krajewska karolinakrajewska@onet.pl
Karolina Zborzyńska kzborzynska@gmail.com

czwartek, 4 kwietnia 2013

MARKETINGowo

Ponieważ marketingiem własnych usług trudnię się osobiście, temat ten jest bliski mojemu sercu i jakieś-tam przygotowanie zawodowe do tego również posiadam (2 semestry z b. wymagającą panią dr w trakcie studiów HR). Niemniej jednak ani doświadczenie życiowe, ani wiedza teoretyczna nie pozwoliły mi uzyskać satysfakcjonującej odpowiedzi na poniższe pytanie:

W jakim języku powinnam prowadzić ten blog oraz fanpage na FB? 

Postanowiłam zatem ponownie rozważyć je, na piśmie, na łamach samego bloga. Przyczynkiem do rozmyślań stały się niedawna konferencja Translation and Localization Conference, w której niedawno uczestniczyłam i kilka poznanych tam osób. Ale po kolei.

W trakcie konferencji moją uwagę zwróciło wystąpienie Marty Stelmaszak. Konkretne, ustrukturyzowane, dotyczące brandingu we wszelkich jego przejawach. Oczywiście Marta zadbała o to, by wszystkie wskazówki odnosiły się w sposób praktyczny do prowadzenia działalności związanej z tłumaczeniami. Podjęła temat nazwy, logo, wizytówek, strony www, serwisów społecznościowych etc. Ciekawie (i z detalami) opisała "swojego typowego klienta", któremu nadała robocze imię Johny the Lawyer. Generalnie zgadzamy się co do meritum, prezentacji słuchałam z zaciekawieniem i prawdziwą przyjemnością.  

Po konferencji zajrzałam sobie na linkowaną powyżej stronę Marty, jej konta na Facebooku i Twitterze i wróciła do mnie stara refleksja - polski czy angielski, oto jest pytanie... Odpowiedź Marty - wyrażona pośrednio - brzmi "po angielsku".

Dodatkowo powodów do rozważań dołożyła mi znana wcześniej wirtualnie, a w trakcie konferencji poznana osobiście, Maja Źróbecka. Również szalenie aktywnie udziela się w sieci, bloguje, jest obecna na Facebooku i Twitterze - i znakomita większość tego, co tam się dzieje, dzieje się w języku angielskim. Odpowiedź Mai jest zatem niemal jasna.

Czyżbym zatem - pomyślałam - była aż taką zatwardziałą konserwą, by nie iść z duchem czasu i trzymać się uparcie języka ojczystego? Może nie dostrzegam korzyści, jakie mogłabym z tego osiągnąć?

Te pytania prowadzą do korzeni strategii marketingowej, czyli wizji/ misji oraz określenia rynku i grupy docelowej. 
Wizja = ja za X lat. Gdzie chcę być i co osiągnąć?
Misja = mój cel. Co chcę robić?
Rynek = odbiorcy indywidualni czy biznesowi? W jakim kraju?
Grupa docelowa = kogo na tym rynku chcę w szczególności zainteresować moimi usługami? I tu opis typowego klienta w wykonaniu Marty przychodzi na myśl - kim jest z zawodu? ile ma lat? gdzie mieszka? jak wygląda jego sytuacja rodzinna? czego się boi? czego potrzebuje...? 

No właśnie... kim jest mój "Johny the Lawyer"? I przede wszystkim: w jakim języku się komunikuje? Odpowiedź na to pytanie powinna pomóc w odnalezieniu odpowiedzi na pytanie postawione na wstępie. I jeszcze jedna kwestia - rzucać się od razu na wszystkie grupy docelowe, czy trafiać do nich pojedynczo, na spokojnie? 

W przypadku tłumacza aspirującego do posiadania klientów docelowych, rynek nigdy nie będzie jednolity, choćby ze względu na różnice kulturowe i językowe. W przypadku tłumacza medycznego będą to zarówno klienci indywidualni, jak i firmy - od niewielkich po ogromne, i to z różnych branż. Jak zrównoważyć to na jednej tylko stronie www, na jednym tylko fanpage'u i jednym profilu na Twitterze

Nie wiem, na ile jest to słuszne podejście (historia osądzi - jak zawsze i wszędzie), ale ja postawiłam na pewien rozdział. Do klientów polskich trafiam przez stronę www, przez fanpage na FB i GoldenLine. Dla zagranicznych jest Linked-In i Twitter. Kanałów komunikacji marketingowej z Polakami jest więcej, bo i takich klientów jest więcej. "Obstawiam" głównie konferencje odbywające się w Polsce, tłumaczę dla polskich firm lub polskich oddziałów firm zagranicznych, bądź dla polskich lekarzy i pacjentów. Potencjalnych klientów spoza kraju mogę zatem przyciągać profilami w bardziej "światowych" serwisach, za jakie uważam dwa wspomniane. 

Czy konferencje uczą wobec tego? - A jakże, a co najmniej pomagają zebrać myśli i zdefiniować własne stanowisko w danej sprawie. Podobnie jak znajomości z ciekawymi ludźmi.

P.S. Czy Państwo wiedzą, że na Google+ też mnie można znaleźć?

wtorek, 2 kwietnia 2013

Learn medical terminology - a crazy game ;)

Now, I'd like to show you a game I've just created at zondle.com website.
This is intended for all medical translation newbies and covers only 10 simple question on medical word roots.
Feel free to play and submit your scores with feedback. Hope you enjoy this!!!


zondle - games to support learning

niedziela, 31 marca 2013

Dziś krótko - proszę na to zerknąć. IMHO genialna animacja, w b. przystępny sposób wyjaśniająca czynność m. sercowego. I co? Nie da się do Polaków po angielsku i tak, żeby zrozumieli? Powyższe a propos dyskusji na jednej z facebookowych grup.

The Human Heart - Explania

wtorek, 22 stycznia 2013

Tłumaczenie instrumentów badawczych

Nie, nie o gitarach, keyboardach czy skrzypcach dziś będzie, a o testach, ankietach, kwestionariuszach i innych wytworach rąk i mózgów naukowców, które w codziennym użytku będąc ułatwiają życie innym naukowcom (klinicystom) na całym świecie, a nade wszystko służą prowadzeniu badań naukowych różnej treści i umiędzynarodowieniu (ale mi się neologizm stworzył :P) ich treści.

Tłumaczenie takiego narzędzia nie jest tłumaczeniem zwykłym. Przeciwnie - podlega pewnym zasadom, a po przetłumaczeniu gotowy produkt (na kilku etapach przygotowania) przechodzi proces adaptacji. W przypadku kwestionariuszy/ ankiet, schematów postępowania jest kilka, ja postanowiłam w niniejszym wpisie oraz własnej praktyce zawodowej trzymać się wytycznych WHO. Te zaś stanowią, iż:

Celem procesu adaptacji językowej jest uzyskanie różnych wersji językowych instrumentu opracowanego pierwotnie w języku angielskim, które będą spójne pod względem konceptu, niezależnie od kultury/ języka docelowego. Dany instrument powinien zatem mieć naturalne brzmienie, zaakceptowane w danym języku i - niezależnie od języka - przynosić identyczne rezultaty. Należy skoncentrować się na ekwiwalencji kulturowej i unikać tłumaczenia dosłownego. Uznaną metodą służącą osiągnięciu powyższego celu jest wykorzystanie tłumaczenia na język docelowy (forward-translation) oraz tłumaczenia zwrotnego (back-translation). Jest to metoda dopracowana w trakcie badań międzynarodowych prowadzonych przez WHO, czego efektem stały się określone zalecenia.

Metodologia ta obejmuje wdrożenie wszystkich poniższych etapów:

1/ Tłumaczenie na język docelowy

1 tłumacz, z doświadczeniem w dziedzinie, którego językiem ojczystym powinien być język docelowy; celem jest skupienie na skutecznym przekazie danego konceptu przy użyciu języka, który będzie naturalny i zrozumiały dla szerszego gremium. Należy przy tym unikać zdań wielokrotnie złożonych, stosowania skomplikowanych terminów zrozumiałych tylko w pewnych kręgach (technolekt) oraz zwrotów i wyrażeń kolokwialnych i idiomatycznych. Oczywiście tłumacz musi zachować szczególną wrażliwość, jeśli chodzi o zwroty i sformułowania, które mogłyby w kulturze kraju (i języka) docelowego zostać uznane za obraźliwe.

2/ Panel ekspercki

Złożony z osób znających oba języki ma za zadanie wychwycić i skorygować wszelkie sformułowania i zwroty nieadekwatne, użyte w tłumaczeniu oraz zaproponowanie wyrażeń alternatywnych. Uznaje się, że w skład panelu powinni wchodzić specjaliści z danej dziedziny, tłumacz opracowujący wersję roboczą tekstu oraz osoba/y doświadczone w zakresie opracowywania instrumentów badawczych. Efektem prac panelu będzie gotowa wersja językowa kwestionariusza.

3/ Tłumaczenie zwrotne

Na tym etapie prac, do akcji wkracza tłumacz nie zorientowany w kwestii :) (coś a la zaślepienie w badaniu klinicznym) i będący natywnym użytkownikiem języka pierwotnie źródłowego, ze sporą znajomością języka docelowego. Nie ma konieczności wykonywania tłumaczenia zwrotnego całości tekstu, wystarczą fragmenty uznane w trakcie dyskusji panelu eksperckiego za kluczowe dla jego treści lub sprawiające szczególne problemy w trakcie tłumaczenia na język docelowy. Podobnie jak na wcześniejszym etapie postępowania, tłumacz powinien zwrócić baczną uwagę na ekwiwalencję kulturową tekstu (ekwiwalencja językowa - formalna - nie jest bardzo istotna) i starać się możliwie najwierniej oddać zaprezentowany w tekście koncept. Wszelkie stwierdzone na tym etapie rozbieżności należy ponownie poddać ocenie ekspertów, po czym działanie to można (co jest wręcz wskazane) powtarzać wielokrotnie, aż do uzyskania satysfakcjonujących rezultatów pracy.

4/ Wstępne testy (grupa fokusowa/ wywiad pogłębiony)

Etap ten obejmuje próby zastosowania danego kwestionariusza (narzędzia badawczego) na próbie zbliżonej pod względem cech zasadniczych (wiek, płeć, pochodzenie społeczne etc.) do próby badanej w liczbie min. 10 na każdą część kwestionariusza. Zaleca się jednak, by osoby testujące wstępnie dane narzędzie nie były następnie włączane do takiej grupy.
Na etapie tym w trakcie prowadzenia wywiadu na podstawie kwestionariusza, badający przeprowadza również tzw. debriefing, czyli dopytuje respondenta, o ujawnienie jakich - jego zdaniem - informacji proszony jest w poszczególnych pytaniach, jakie były pierwsze skojarzenia w związku z danym pytaniem i prosi się ich o sparafrazowanie każdego z pytań - czyli o oddanie ich własnymi słowami. Celem jest upewnienie się, iż pytania w danym kwestionariuszu sformułowano w sposób jasny i zrozumiały. W tym też celu odpowiedzi udzielone w ramach debriefingu porównuje się z właściwymi odpowiedziami na poszczególne pytania udzielonymi przez respondentów. Jest to też moment, w którym prosi się respondentów o wskazanie słów i zwrotów użytych w kwestionariuszu, które okazały się być niezrozumiałe, obraźliwe czy też nie do zaakceptowania z innych względów. Następnie - po określeniu ich możliwych synonimów - respondent jest proszony o wskazanie najodpowiedniejszego wyrażenia/ zwrotu alternatywnego, biorąc pod uwagę używany na codzień język.
Jak wskazuje tytuł tego podpunktu - badanie takie można prowadzić w formie wywiadu pogłębionego lub grupy fokusowej, warunkiem jest jednak obecność doświadczonego badacza i sporządzenie sprawozdania ze wstępnych testów instrumentu badawczego, zawierających także pewne informacje dotyczące uczestników takiego testu.

5/ Wersja ostateczna

Wersja ostateczna dokumentu badawczego powinna zawierać poprawki dodane na etapie wszystkich wymienionych powyżej działań. Danej wersji instrumentu należy nadać odpowiedni numer (np. 1.0). W celu udokumentowania procesu adaptacji kulturowej i tłumaczenia instrumentu w doniesieniu je podsumowującym należy uwzględnić:

- początkową wersję tłumaczenia
- podsumowanie zaleceń panelu eksperckiego
- tłumaczenie zwrotne
- podsumowanie problemów zanotowanych na etapie wstępnych testów oraz zasugerowanych modyfikacji, oraz
- wersję ostateczną tłumaczenia.


Przez zalecenia WHO postanowiłam się zaś przekopać z okazji próby stworzenia polskojęzycznej wersji kwestionariusza... jakiego, narazie niech zostanie tajemnicą. Obiecuję ujawnić to w stosownym czasie :)

czwartek, 17 stycznia 2013

Dlaczego Dolet musiał umrzeć?

Natchnieniem jest zbliżające się wielkimi krokami zaliczenie z translatoryki :) a w "rozkładzie jazdy" znanym gdzieniegdzie jako syllabus, bądź - po naszemu - program nauczania, występuje pan Etienne Dolet (nie, pan Dolet nie był kobietą, choć imię jednej z córek Michała Wiśniewskiego może w nas takie podejrzenia wzbudzać).

Rzeczony Dolet był człowiekiem Renesansu - dosłownie i w przenośni. Dosłownie, bo życie jego przypada na ten właśnie kulturowo-historyczny okres dziejów Francji, w przenośni - bo był iście wielofunkcyjny. Zaangażowany religijnie (antytrynitarianin - za co oberwało mu się docelowo, i to ostro! oskarżono go bowiem o "bluźnierstwa przeciwko imieniu Jezusa Chrystusa" - bluźnierstwo owo sprowadzało się do informowania plebsu, że syn nie może być ojcem, gdyż jest to sprzeczne z naturą... ale nie rozwijam dalej wątku teologicznego tej historii), niezwykle płodny twórczo jako poeta (o efektach jego innej płodności nic mi nie wiadomo), dodatkowo zajmował się tłumaczeniami i drukiem. Umierając (dość zresztą pokazowo) w wieku 37 lat, Dolet był postacią znaną z kontrowersyjnych poglądów i ciętego języka, wdawania się w liczne dysputy filozoficzno-polityczno-intelektualne (za sprawą których został relegowany z uczelni i wyrzucony z kraju) oraz z tłumaczeń (okrytych jednakowoż niesławą, gdyż były to dzieła protestanckie, kilka ksiąg biblijnych, a także jedno z dzieł Platona). Pan pracował - gwoli wyjaśnienia - w parze językowej LAT--> FRA.

Po śmierci Doleta, ba - szalenie długo po jego śmierci, bo w roku 1955 wyszły na światło dzienne opracowania autora z roku 1540 (czyli stworzone na 6 lat przed jego śmiercią - policzmy - miał on wówczas 29 lat... smarkacz? a jakże, ale niegłupi smarkacz!) w których formułuje on ni mniej, ni więcej, a 5 podstawowych zasad tłumaczenia. Zasad, które w moim przekonaniu istotne są do dnia dzisiejszego, a wszelkie współczesne porażki tłumaczy wpisują się w zlekceważenie, czy też bezczelne naruszenie, którejś z nich. Za Eugene Nida (Toward a Science of Translating: With Special Reference to Principles and Procedures Involved in Bible Translating; 1964) podaję:

1. Tłumacz powinien doskonale rozumieć treść przekładanego tekstu oraz intencje jego autora.

2. Tłumacz powinien odznaczać się doskonałą znajomością języka, z którego przekłada, oraz równie doskonałą znajomością języka, na który przekłada.

3. Tłumacz powinien unikać tendencji do tłumaczenia "słowo w słowo", czyniąc to bowiem rujnuje znaczenie oryginału i piękno jego środków wyrazu.

4. Tłumacz powinien stosować zwroty i wyrażenia znajdujące się w powszechnym użyciu.

5. Poprzez dobór i kolejność słów efekt pracy tłumacza powinien odznaczać się odpowiednim "tonem".

A teraz przekład intralingwalny popełnionego wcześniej ad-hoc interlingwalnego przekładu z j. angielskiego (tak, tak - przy okazji zaciekawieni zajrzą gdzie trzeba i przypomną sobie, o co chodziło z tymi nazwami). Wersja mocno uwspółcześniona.

1. Jeśli nie rozumiesz, co czytasz i nie wiesz "co autor miał na myśli" - nie bierz się za tłumaczenie. Nieważne, że rozumiesz 95% pojedynczych słów w tym tekście, skoro nie potrafisz ogarnąć, o co chodzi po "złożeniu ich do kupy".

2. Jeśli nie posługujesz się nienaganną polszczyzną lub/oraz nie znasz dobrze języka obcego, z którego/ lub na który chcesz tłumaczyć - nie bierz się za tłumaczenie. Nieprawdą jest, że brytyjski zmywak to najlepsza szkoła tłumaczy :) Nieprawdą jest również, że jeśli język jest naszym ojczystym, to go znamy "bo tak".

3. Nie tłumacz słowo w słowo. Chodzi o przekaz, nie o ilość słów. Zresztą, jeśli rozumiesz o co chodzi, nie będziesz czuł potrzeby kurczowego trzymania się słów. To tak jak z pływaniem. Gdy umiesz pływać, nie masz potrzeby trzymania się deski.

4. Nie twórz nowych zwrotów, unikaj kalek językowych. Zapalenie wątroby to NIE "liver inflammation" :)

5. Zwróć uwagę na styl. Inne są wymagania dotyczące maila do kolegi z Sudanu, inne - dotyczące korespondencji między głowami państw. Wszelkie kursy "scientific writing", "academic writing", "medical writing" mile widziane.

A zatem - dlaczego Dolet musiał umrzeć? Gdyby nawet cieszył się idealnym zdrowiem, nie wdawał w spory, wypił eliksir długowieczności i dożył naszych czasów, zabiliby go tłumacze gatunku "czypińdziesiąt", żyjący z łamania jego zasad. Powiesiliby go i spalili. Jak nic. Bo człowiek z natury nie lubi słuchać przykrej prawdy o sobie.

Zupełnie serio pisząc, Etienne Dolet został powieszony 3 sierpnia 1546, w swoje urodziny, a zwłoki i książki jego spalono tuż po egzekucji. To, swoją drogą, kolejny argument przekonujący mnie o bezzasadności celebrowania urodzin...


Galeria