wtorek, 22 stycznia 2013

Tłumaczenie instrumentów badawczych

Nie, nie o gitarach, keyboardach czy skrzypcach dziś będzie, a o testach, ankietach, kwestionariuszach i innych wytworach rąk i mózgów naukowców, które w codziennym użytku będąc ułatwiają życie innym naukowcom (klinicystom) na całym świecie, a nade wszystko służą prowadzeniu badań naukowych różnej treści i umiędzynarodowieniu (ale mi się neologizm stworzył :P) ich treści.

Tłumaczenie takiego narzędzia nie jest tłumaczeniem zwykłym. Przeciwnie - podlega pewnym zasadom, a po przetłumaczeniu gotowy produkt (na kilku etapach przygotowania) przechodzi proces adaptacji. W przypadku kwestionariuszy/ ankiet, schematów postępowania jest kilka, ja postanowiłam w niniejszym wpisie oraz własnej praktyce zawodowej trzymać się wytycznych WHO. Te zaś stanowią, iż:

Celem procesu adaptacji językowej jest uzyskanie różnych wersji językowych instrumentu opracowanego pierwotnie w języku angielskim, które będą spójne pod względem konceptu, niezależnie od kultury/ języka docelowego. Dany instrument powinien zatem mieć naturalne brzmienie, zaakceptowane w danym języku i - niezależnie od języka - przynosić identyczne rezultaty. Należy skoncentrować się na ekwiwalencji kulturowej i unikać tłumaczenia dosłownego. Uznaną metodą służącą osiągnięciu powyższego celu jest wykorzystanie tłumaczenia na język docelowy (forward-translation) oraz tłumaczenia zwrotnego (back-translation). Jest to metoda dopracowana w trakcie badań międzynarodowych prowadzonych przez WHO, czego efektem stały się określone zalecenia.

Metodologia ta obejmuje wdrożenie wszystkich poniższych etapów:

1/ Tłumaczenie na język docelowy

1 tłumacz, z doświadczeniem w dziedzinie, którego językiem ojczystym powinien być język docelowy; celem jest skupienie na skutecznym przekazie danego konceptu przy użyciu języka, który będzie naturalny i zrozumiały dla szerszego gremium. Należy przy tym unikać zdań wielokrotnie złożonych, stosowania skomplikowanych terminów zrozumiałych tylko w pewnych kręgach (technolekt) oraz zwrotów i wyrażeń kolokwialnych i idiomatycznych. Oczywiście tłumacz musi zachować szczególną wrażliwość, jeśli chodzi o zwroty i sformułowania, które mogłyby w kulturze kraju (i języka) docelowego zostać uznane za obraźliwe.

2/ Panel ekspercki

Złożony z osób znających oba języki ma za zadanie wychwycić i skorygować wszelkie sformułowania i zwroty nieadekwatne, użyte w tłumaczeniu oraz zaproponowanie wyrażeń alternatywnych. Uznaje się, że w skład panelu powinni wchodzić specjaliści z danej dziedziny, tłumacz opracowujący wersję roboczą tekstu oraz osoba/y doświadczone w zakresie opracowywania instrumentów badawczych. Efektem prac panelu będzie gotowa wersja językowa kwestionariusza.

3/ Tłumaczenie zwrotne

Na tym etapie prac, do akcji wkracza tłumacz nie zorientowany w kwestii :) (coś a la zaślepienie w badaniu klinicznym) i będący natywnym użytkownikiem języka pierwotnie źródłowego, ze sporą znajomością języka docelowego. Nie ma konieczności wykonywania tłumaczenia zwrotnego całości tekstu, wystarczą fragmenty uznane w trakcie dyskusji panelu eksperckiego za kluczowe dla jego treści lub sprawiające szczególne problemy w trakcie tłumaczenia na język docelowy. Podobnie jak na wcześniejszym etapie postępowania, tłumacz powinien zwrócić baczną uwagę na ekwiwalencję kulturową tekstu (ekwiwalencja językowa - formalna - nie jest bardzo istotna) i starać się możliwie najwierniej oddać zaprezentowany w tekście koncept. Wszelkie stwierdzone na tym etapie rozbieżności należy ponownie poddać ocenie ekspertów, po czym działanie to można (co jest wręcz wskazane) powtarzać wielokrotnie, aż do uzyskania satysfakcjonujących rezultatów pracy.

4/ Wstępne testy (grupa fokusowa/ wywiad pogłębiony)

Etap ten obejmuje próby zastosowania danego kwestionariusza (narzędzia badawczego) na próbie zbliżonej pod względem cech zasadniczych (wiek, płeć, pochodzenie społeczne etc.) do próby badanej w liczbie min. 10 na każdą część kwestionariusza. Zaleca się jednak, by osoby testujące wstępnie dane narzędzie nie były następnie włączane do takiej grupy.
Na etapie tym w trakcie prowadzenia wywiadu na podstawie kwestionariusza, badający przeprowadza również tzw. debriefing, czyli dopytuje respondenta, o ujawnienie jakich - jego zdaniem - informacji proszony jest w poszczególnych pytaniach, jakie były pierwsze skojarzenia w związku z danym pytaniem i prosi się ich o sparafrazowanie każdego z pytań - czyli o oddanie ich własnymi słowami. Celem jest upewnienie się, iż pytania w danym kwestionariuszu sformułowano w sposób jasny i zrozumiały. W tym też celu odpowiedzi udzielone w ramach debriefingu porównuje się z właściwymi odpowiedziami na poszczególne pytania udzielonymi przez respondentów. Jest to też moment, w którym prosi się respondentów o wskazanie słów i zwrotów użytych w kwestionariuszu, które okazały się być niezrozumiałe, obraźliwe czy też nie do zaakceptowania z innych względów. Następnie - po określeniu ich możliwych synonimów - respondent jest proszony o wskazanie najodpowiedniejszego wyrażenia/ zwrotu alternatywnego, biorąc pod uwagę używany na codzień język.
Jak wskazuje tytuł tego podpunktu - badanie takie można prowadzić w formie wywiadu pogłębionego lub grupy fokusowej, warunkiem jest jednak obecność doświadczonego badacza i sporządzenie sprawozdania ze wstępnych testów instrumentu badawczego, zawierających także pewne informacje dotyczące uczestników takiego testu.

5/ Wersja ostateczna

Wersja ostateczna dokumentu badawczego powinna zawierać poprawki dodane na etapie wszystkich wymienionych powyżej działań. Danej wersji instrumentu należy nadać odpowiedni numer (np. 1.0). W celu udokumentowania procesu adaptacji kulturowej i tłumaczenia instrumentu w doniesieniu je podsumowującym należy uwzględnić:

- początkową wersję tłumaczenia
- podsumowanie zaleceń panelu eksperckiego
- tłumaczenie zwrotne
- podsumowanie problemów zanotowanych na etapie wstępnych testów oraz zasugerowanych modyfikacji, oraz
- wersję ostateczną tłumaczenia.


Przez zalecenia WHO postanowiłam się zaś przekopać z okazji próby stworzenia polskojęzycznej wersji kwestionariusza... jakiego, narazie niech zostanie tajemnicą. Obiecuję ujawnić to w stosownym czasie :)

czwartek, 17 stycznia 2013

Dlaczego Dolet musiał umrzeć?

Natchnieniem jest zbliżające się wielkimi krokami zaliczenie z translatoryki :) a w "rozkładzie jazdy" znanym gdzieniegdzie jako syllabus, bądź - po naszemu - program nauczania, występuje pan Etienne Dolet (nie, pan Dolet nie był kobietą, choć imię jednej z córek Michała Wiśniewskiego może w nas takie podejrzenia wzbudzać).

Rzeczony Dolet był człowiekiem Renesansu - dosłownie i w przenośni. Dosłownie, bo życie jego przypada na ten właśnie kulturowo-historyczny okres dziejów Francji, w przenośni - bo był iście wielofunkcyjny. Zaangażowany religijnie (antytrynitarianin - za co oberwało mu się docelowo, i to ostro! oskarżono go bowiem o "bluźnierstwa przeciwko imieniu Jezusa Chrystusa" - bluźnierstwo owo sprowadzało się do informowania plebsu, że syn nie może być ojcem, gdyż jest to sprzeczne z naturą... ale nie rozwijam dalej wątku teologicznego tej historii), niezwykle płodny twórczo jako poeta (o efektach jego innej płodności nic mi nie wiadomo), dodatkowo zajmował się tłumaczeniami i drukiem. Umierając (dość zresztą pokazowo) w wieku 37 lat, Dolet był postacią znaną z kontrowersyjnych poglądów i ciętego języka, wdawania się w liczne dysputy filozoficzno-polityczno-intelektualne (za sprawą których został relegowany z uczelni i wyrzucony z kraju) oraz z tłumaczeń (okrytych jednakowoż niesławą, gdyż były to dzieła protestanckie, kilka ksiąg biblijnych, a także jedno z dzieł Platona). Pan pracował - gwoli wyjaśnienia - w parze językowej LAT--> FRA.

Po śmierci Doleta, ba - szalenie długo po jego śmierci, bo w roku 1955 wyszły na światło dzienne opracowania autora z roku 1540 (czyli stworzone na 6 lat przed jego śmiercią - policzmy - miał on wówczas 29 lat... smarkacz? a jakże, ale niegłupi smarkacz!) w których formułuje on ni mniej, ni więcej, a 5 podstawowych zasad tłumaczenia. Zasad, które w moim przekonaniu istotne są do dnia dzisiejszego, a wszelkie współczesne porażki tłumaczy wpisują się w zlekceważenie, czy też bezczelne naruszenie, którejś z nich. Za Eugene Nida (Toward a Science of Translating: With Special Reference to Principles and Procedures Involved in Bible Translating; 1964) podaję:

1. Tłumacz powinien doskonale rozumieć treść przekładanego tekstu oraz intencje jego autora.

2. Tłumacz powinien odznaczać się doskonałą znajomością języka, z którego przekłada, oraz równie doskonałą znajomością języka, na który przekłada.

3. Tłumacz powinien unikać tendencji do tłumaczenia "słowo w słowo", czyniąc to bowiem rujnuje znaczenie oryginału i piękno jego środków wyrazu.

4. Tłumacz powinien stosować zwroty i wyrażenia znajdujące się w powszechnym użyciu.

5. Poprzez dobór i kolejność słów efekt pracy tłumacza powinien odznaczać się odpowiednim "tonem".

A teraz przekład intralingwalny popełnionego wcześniej ad-hoc interlingwalnego przekładu z j. angielskiego (tak, tak - przy okazji zaciekawieni zajrzą gdzie trzeba i przypomną sobie, o co chodziło z tymi nazwami). Wersja mocno uwspółcześniona.

1. Jeśli nie rozumiesz, co czytasz i nie wiesz "co autor miał na myśli" - nie bierz się za tłumaczenie. Nieważne, że rozumiesz 95% pojedynczych słów w tym tekście, skoro nie potrafisz ogarnąć, o co chodzi po "złożeniu ich do kupy".

2. Jeśli nie posługujesz się nienaganną polszczyzną lub/oraz nie znasz dobrze języka obcego, z którego/ lub na który chcesz tłumaczyć - nie bierz się za tłumaczenie. Nieprawdą jest, że brytyjski zmywak to najlepsza szkoła tłumaczy :) Nieprawdą jest również, że jeśli język jest naszym ojczystym, to go znamy "bo tak".

3. Nie tłumacz słowo w słowo. Chodzi o przekaz, nie o ilość słów. Zresztą, jeśli rozumiesz o co chodzi, nie będziesz czuł potrzeby kurczowego trzymania się słów. To tak jak z pływaniem. Gdy umiesz pływać, nie masz potrzeby trzymania się deski.

4. Nie twórz nowych zwrotów, unikaj kalek językowych. Zapalenie wątroby to NIE "liver inflammation" :)

5. Zwróć uwagę na styl. Inne są wymagania dotyczące maila do kolegi z Sudanu, inne - dotyczące korespondencji między głowami państw. Wszelkie kursy "scientific writing", "academic writing", "medical writing" mile widziane.

A zatem - dlaczego Dolet musiał umrzeć? Gdyby nawet cieszył się idealnym zdrowiem, nie wdawał w spory, wypił eliksir długowieczności i dożył naszych czasów, zabiliby go tłumacze gatunku "czypińdziesiąt", żyjący z łamania jego zasad. Powiesiliby go i spalili. Jak nic. Bo człowiek z natury nie lubi słuchać przykrej prawdy o sobie.

Zupełnie serio pisząc, Etienne Dolet został powieszony 3 sierpnia 1546, w swoje urodziny, a zwłoki i książki jego spalono tuż po egzekucji. To, swoją drogą, kolejny argument przekonujący mnie o bezzasadności celebrowania urodzin...


Galeria