wtorek, 22 grudnia 2009

Kulinaria...

O salami tym razem :-)

Pytanie na początek: co łączy tłumacza z salami?

Pozostawiając Państwa w chwilowym oczekiwaniu na odpowiedź, pozornie zmienię temat. Wyobraźmy sobie najnudniejsze spotkanie świata. Gotowe? Świetnie. Do naszego mentalnego wyobrażenia najnudniejszego spotkania świata dołóżmy obraz najnudniejszego i najgorszego mówcy, jakiego ziemia nosiła. Trudne? eeee... chyba nie :-) kiepskich mówców dokoła na pęczki. Skoro zatem udało się Państwu odmalować w umysłach nudnego mówcę na nudnym spotkaniu,  proszę wyobrazić sobie, że ten mówca ma wygłosić na owym spotkaniu godzinny - powiedzmy - wykład. Co będzie charakteryzowało to wystąpienie? Myślę, że nie ma wątpliwości: będą to nieskładne, rozbudowane dygresje. Nudny mówca, mówiąc nudnym tonem, będzie budował zdania wielokrotnie złożone, których długość sięgać może kilkunastu członów (uprasza się o miłosierne nieprzeliczanie członów zdań budowanych przeze mnie na łamach niniejszego bloga). Każdy z tych członów zaś omawiał będzie zupełnie inny temat. Znamy to skądś, nieprawdaż? Wstawmy w ten jakże realistyczny kontekst naszego tłumacza. Zadanie standardowe: na sali siedzą obcokrajowcy, którzy "nie chcom ale muszom" wysłuchać nudnego wystąpienia kiepskiego mówcy. Należy owo wystąpienie przełożyć.

Żeby mogli Państwo się lepiej wczuć - oto próbka dygresji od dygresji :)

Cóż robi wtedy tłumacz? Może, oczywiście, postąpić jak w starej anegdocie. Tu zatrzymam się i opowiem Państwu tę anegdotę. Trwa międzynarodowe spotkanie na szczycie, tłumaczone konsekutywnie. Jeden ze znamienitych uczestników zabiera głos. Bryluje, uprawia dygresje, nie dopuszcza tłumacza do głosu. Produkuje się tak ok 10 min. Następnie tłumacz: jedno słowo. Kolejna seria - tłumacz znów jedno słowo. W podobnym rytmie całe przemówienie. Na zakończenie tłumacz mówi dwa słowa. Oklaski rzęsiste, żaden polityk nie był tak oklaskiwany w tym kraju. W czym tkwił sukces? W przekładzie. Całe przemówienie streścić można następująco: polityk - 10 min, tłumacz: "ględzi"; polityk - 10 min, tłumacz: "ględzi"... itp itd. Na koniec polityk 10 min, tłumacz: "przestał ględzić" :-) Oczywiście, sposobu powyższego nie zalecam.

Tłumacz może też wezwać na pomoc salami. Nie, nie chcę doradzać nikomu robienia przerw w pracy podczas nudnych wystąpień. Nie jest to czas na kanapkę. Salami w żargonie profesjonalnym to pewien sposób uporządkowania przekładu. Z jednozdaniowej wypowiedzi  - wieloczłonowej i wielowątkowej, uzyskuje się w drugim języku wypowiedź kilkuzdaniową, w obrębie której istnieją logiczne powiązania między jej poszczególnymi elementami. Więcej informacji na ten temat znajdą Państwo w 14 rozdziale podręcznika "Zarys translatoryki" prof. B.Z. Kielar - zachęcam do lektury, jest to jeden z najbardziej inspirujących podręczników z dziedziny translatoryki, z jakim się spotkałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Galeria