<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744</id><updated>2012-01-21T15:41:14.517-08:00</updated><title type='text'>Ad maiorem interpret(ation)is gloriam</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>23</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-6312924575376439023</id><published>2012-01-21T15:38:00.000-08:00</published><updated>2012-01-21T15:41:14.528-08:00</updated><title type='text'>2 nowe teksty - autorskie tym razem, nie tłumaczenia.</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/386071_233111560087408_146015172130381_597246_232484544_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="601" width="960" src="https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/386071_233111560087408_146015172130381_597246_232484544_n.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/391171_233108423421055_146015172130381_597240_1874805126_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="574" width="960" src="https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/391171_233108423421055_146015172130381_597240_1874805126_n.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Oba artykuły dostępne na portalu Esculap.pl. Polecam i życzę miłej lektury :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-6312924575376439023?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/6312924575376439023/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2012/01/2-nowe-teksty-autorskie-tym-razem-nie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/6312924575376439023'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/6312924575376439023'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2012/01/2-nowe-teksty-autorskie-tym-razem-nie.html' title='2 nowe teksty - autorskie tym razem, nie tłumaczenia.'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-994905296108769759</id><published>2012-01-18T18:48:00.000-08:00</published><updated>2012-01-18T18:59:18.345-08:00</updated><title type='text'>O błędach w tłumaczeniach medycznych oraz ich konsekwencjach</title><content type='html'>... będzie dziś, gdyż wpadło mi w ręce interesujące opracowanie. Gdybym miała je przeformułować do postaci ogłoszenia matrymonialnego, zaczęłabym tak:&lt;br/&gt;                             &lt;i&gt;Niemłody, dość atrakcyjny artykuł...&lt;/i&gt;&lt;br/&gt;Autorzy artykułu: Glenn Flores, MD, M. Barton Laws, PhD, Sandra J. Mayo, EdM, Barry Zuckerman, MD, Milagros Abreu, MD, Leonardo Medina, MD, Eric J. Hardt, MD, pisząc pod wspólnym tytułem "Errors in Medical Interpretation and Their Potential Clinical Consequences in Pediatric Encounters" podejmują temat tzw. community interpreting, popularnego niezwykle za oceanem w kraju gwiazdek i pasków pieszczotliwie zwanym w pewnych kręgach Amerykanowem. Community interpreting (info dla nie-do-końca-wtajemniczonych) to po prostu usługi tłumaczeniowe dla ludności. Nie wymaga to polotu i błyskotliwości jak w przypadku tłumaczeń symultanicznych, ani też wiedzy "state-of-art" z podejmowanej specjalizacji. Egzamin próbny online, który znalazłam na jednej ze stron jakiś czas temu głosi, iż wystarczy poziom wiedzy pozwalający odpowiednio skojarzyć "renal" z "kidney" a "hepatic" z "liver", aby zostać certyfikowanym community interpreterem. O tym szerzej innym razem.&lt;br/&gt;Co do metody - autorzy dobierają się do skóry tłumaczom w parze angielski - hiszpański, za pomocą nagrań (aż się złośliwie nasuwa "wszystko co powiesz może zostać użyte przeciwko tobie" - tylko, że tłumacz &lt;b&gt;nie ma prawa&lt;/b&gt; milczeć).&lt;br/&gt;Analizując na zimno zapisy dyskursów przyporządkowali oni popełniane błędy do następujących kategorii:&lt;br/&gt;- Pominięcie (pominięcie części lub całości wypowiedzi jednej z osób)&lt;br/&gt;- Dodatkowa wypowiedź (przekazanie przez tłumacza informacji, jakiej nie podał mówca lub użycie słowa, jakie w oryginale nie padło)&lt;br/&gt;- Zastąpienie (tłumacz zastępuje wyraz/ zwrot użyty w dyskursie innym wyrazem/ zwrotem)&lt;br/&gt;- Przeredagowanie (w oparciu o osobiste przekonania, wiedzę, doświadczenie, tłumacz interpretuje i przekształca wypowiedź pierwotną, która w przekładzie ma brzmienie różne od oryginału)&lt;br/&gt;- Fałszywa płynność (polegająca na użyciu niepoprawnego wyrazu/ zwrotu, bądź wyrazu/ zwrotu, który w danym języku w ogóle nie występuje)&lt;br/&gt;W dokumentacji 13 dyskursów, które łącznie zajęły na taśmie przeszło 6 godzin nagrania, a na piśmie 474 strony transkrypcji, na których zapisano 49513 słów, stwierdzono wystąpienie 396 błędów, których rozkład prezentował się następująco:&lt;br/&gt;- Pominięcie 52%&lt;br/&gt;- Fałszywa płynność 16%&lt;br/&gt;- Zastąpienie 13%&lt;br/&gt;- Przeredagowanie 10%&lt;br/&gt;- Dodatkowa wypowiedź 8%&lt;br/&gt;W dalszym etapie oceny autorzy skupiają się na konsekwencjach odnotowanych błędów dla przebiegu konsultacji/ procesu leczenia. Zaobserwowano 250 błędów zaburzających pracę kliniczną. Polegały one na: 1) pominięciu pytań o uczulenia na leki; 2) pominięciu informacji kluczowych dla wywiadu (wypowiedź matki o hospitalizacji dziecka w okresie noworodkowym z powodu zakażenia nerek); 3) pominięciu informacji kluczowych dotyczących głównej dolegliwości oraz innych istotnych objawów; 4) pominięciu zaleceń dotyczących dawki antybiotyku, częstotliwości i czasu trwania antybiotykoterapii; 5) przekazaniu matce błędnego zalecenia o konieczności podawania antybiotyku przez 2 zamiast 10 dni; 6) błędnym doprecyzowaniu, iż hydrokortyzon w kremie należy aplikować na całe ciało niemowlęcia, zamiast miejsc zmienionych chorobowo (wysypka na twarzy); 7) pouczeniu matki, iż powinna podawać dziecku modyfikowanego mleko sojowe w miejsce przekazania zalecenia lekarza o kontynuacji karmienia piersią; 8) pominięciu zaleceń dotyczących częstości podawania, ilości i rodzaju płynów nawadniających u pacjenta z zapaleniem przewodu pokarmowego; 9) przeredagowaniu obejmującym pouczenie matki, iż nie powinna odpowiadać na pytania lekarza dotyczące chorób przenoszonych drogą płciową oraz stosowania substancji psychoaktywnych; 10) wyjaśnieniu, iż antybiotyk jest przepisywany w związku z grypą; 11) pominięciu jednoznacznej wypowiedzi matki, iż dziecku niedawno pobierano wymaz z odbytu na posiew; 12) pominięciu i zastąpieniu zwrotów stosowanych przez matkę do opisania nietypowego zachowania dziecka; oraz 13) pouczeniu matki iż ma podawać amoksycylinę w postaci doustnej do uszu dziecka w leczeniu zapalenia ucha środkowego.&lt;br/&gt;Przyznam zupełnie prywatnie, że im dłużej czytałam ten tekst, tym większym rumieńcem się okrywałam w poczuciu odpowiedzialności zawodowej za przedstawicieli - bądź co bądź - tego samego ponoć (choć community) zawodu, zaś fragmenty transkrypcji napawały mnie rosnącym przerażeniem. Artykuł zawiera bowiem 13 wspomnianych przeze mnie "kwiatków". W ciekawy sposób dzieli też tłumaczy na zawodowych, zatrudnianych przez szpital oraz przygodnych (ad hoc), w których rolę wcielały się różne osoby, w tym małoletni... Po więcej szczegółów odsyłam do samego tekstu. &lt;br/&gt;Na zakończenie pozwolę sobie zalinkować jeden z ciekawszych (na szczęście kabaretowych) kwiatków tłumaczeniowych, tym razem z dziedziny okulistyki oraz psychiatrii (minuty 3:02; 7:30; 10:02)&lt;br/&gt;&lt;object width="560" height="315"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/lnH1p0k8a84?version=3&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/lnH1p0k8a84?version=3&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="315" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br/&gt;&lt;b&gt;P.S. Jeśli szanowny Czytelnik kliknie na tytuł niniejszego wpisu, uzyska dostęp do pełnej treści artykułu. Miłej lektury!&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-994905296108769759?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://www.unige.ch/presse/archives/unes/2007/pdf/Pediatrics_Interpreter_Errors_%20Article.pdf' title='O błędach w tłumaczeniach medycznych oraz ich konsekwencjach'/><link rel='enclosure' type='application/pdf' href='http://www.unige.ch/presse/archives/unes/2007/pdf/Pediatrics_Interpreter_Errors_%20Article.pdf' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/994905296108769759/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2012/01/o-bedach-w-tumaczeniach-medycznych-oraz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/994905296108769759'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/994905296108769759'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2012/01/o-bedach-w-tumaczeniach-medycznych-oraz.html' title='O błędach w tłumaczeniach medycznych oraz ich konsekwencjach'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-6160371128843670074</id><published>2011-11-07T17:03:00.000-08:00</published><updated>2011-11-07T17:05:30.695-08:00</updated><title type='text'>Kącik porad prawnych</title><content type='html'>Perturbacje, zamieszanie, nieporozumienia logistyczne itp., które stały się moim udziałem w ciągu ostatnich kilku lat przy okazji najrozmaitszych konferencji, skłoniły mnie do zawierania umów z zamawiającymi zawczasu. Stopniowo, w miarę mojego starzenia się (lub - subtelniej - przyrostu doświadczenia zawodowego), formuła umowy zmieniała się, zawierając czasem wręcz idiotycznie błahe elementy. Okazuje się jednak, że wcale nie są one takie błahe, ani takie idiotyczne, bo jeśli się wszystkiego odpowiednio wcześnie nie doprecyzuje, może się okazać, że lądujemy w motelu pod miastem, w kabinie nie ma wentylacji (a nasz poprzednik palił papierosy), do picia mamy wodę, wodę lub... wodę (osobiście unikam napojów bezsmakowych przyznając wyższość coca coli i sokom). Pozwoliłam sobie zatem zebrać w postaci jednego wpisu wszystkie te elementy, które warto zawrzeć w umowie podpisywanej z zamawiającym:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Przedmiot umowy&lt;br /&gt;a) tłumaczenie z/na język, rodzaj tłumaczenia ustnego,&lt;br /&gt;b) nazwa tłumaczonej konferencji, data i miejsce,&lt;br /&gt;c) godziny tłumaczenia (liczone od wejścia tłumacza na obiekt na co najmniej 15 min przed rozpoczęciem eventu, do wyjścia - przez cały czas 'pomiędzy' tłumacz pozostaje do dyspozycji zamawiającego --&gt; innymi słowy mówiąc nie interesuje nas, że państwo w ciągu 10 godzin konferencji poświęcają 5 godzin na przerwy i nie zgadzamy się pracować za połowę wynagrodzenia w związku z tym...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Zobowiązania tłumacza&lt;br /&gt;a) zobowiązanie do staranności i pracy zgodnej z etyką zawodu&lt;br /&gt;b) klauzula poufności&lt;br /&gt;c) kwestia praw autorskich (jeśli dotyczy)&lt;br /&gt;d) w przypadku niemożności realizacji zlecenia - zobowiązanie do zorganizowania zastępstwa, zaakceptowanego przez Zamawiającego; w przypadku niezorganizowania zastępstwa - zobowiązanie do pokrycia udokumentowanych kosztów zorganizowania tłumaczenia innymi kanałami, poniesionych przez Zamawiającego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Zobowiązania Zamawiającego&lt;br /&gt;a) zobowiązanie do zapewnienia warunków technicznych pracy (kabina, pulpit, słuchawki, odbiorniki --&gt; tu można sobie zapisać jakie słuchawki chcemy, ja np. nienawidzę maleńkich słuchaweczek, które mi spadają z uszu i nie wyciszają porządnie; można też dopisać uwagę nt krzesła, np. ergonomiczny fotel biurowy)&lt;br /&gt;b) wikt i opierunek - określamy, kiedy ma nas karmić zamawiający (w przypadku diet, wegetarianizmu itp - to jest moment, żeby się o siebie upomnieć), osobiście zawsze piszę o stałym dostępie do kawy :D oraz napojach w kabinie (cola, soki). Dalej precyzujemy kwestię noclegu: wskazanie konkretnych nocy oraz standardu hotelu (!!!) - sprawdzone niedawno, jest to istotna kwestia. Można np. podać kilka hoteli w danym mieście jako sugestię zamawiającemu, o co nam chodzi.&lt;br /&gt;c) zobowiązanie do pokrycia kosztów podróży (należy określić kwotę lub doprecyzować, że zamawianie biletów etc. leży po stronie zamawiającego - tak jest łatwiej, ale eventowcy tego nie lubią).&lt;br /&gt;d) zobowiązanie do udostępnienia pełnego zestawu materiałów konferencyjnych oraz możliwości skorzystania z imprez towarzyszących (koncerty, recitale, kolacje koleżeńskie, bankiety - zależnie od fantazji organizatorów różnie się to przedstawia)&lt;br /&gt;e) kwestia praw autorskich - sposób wskazania na prawa autorskie osobiste tłumacza (np podanie nazwiska w broszurze zjazdowej albo na stronie www konferencji), z dokładnym określeniem treści takiego wpisu.&lt;br /&gt;f) zobowiązanie do dostarczenia wszystkich materiałów merytorycznych (streszczenia, ppt etc.) w nieprzekraczalnym terminie .... dni przed rozpoczęciem eventu. Tu praktyczna jest klauzula typu "Zamawiający uznaje fakt, iż niedopełnienie przezeń tego zobowiązania może wpłynąć na obniżenie jakości przekładu ustnego z przyczyny innej niż niezachowanie należytej staranności zawodowej przez Wykonawcę. W takim przypadku Zamawiającemu nie przysługują wobec Wykonawcy roszczenia z tytułu niezachowania należytej staranności zawodowej w przekładzie punktów programu, odnośnie których Zamawiający nie dopełnił obowiązku dostarczenia materiałów merytorycznych." Z doświadczenia bowiem wiem, że te materiały prawie nigdy nie docierają na czas - ba, w trakcie imprezy okazuje się, że a to Iksiński zmienił w nocy prezentację (całkowicie, włącznie z tematem!), a to Igrek ma fantazję nie pokazywania swoich slajdów nikomu, a to Zet wreszcie robił to na kolanie w samolocie więc za pięć dwunasta będzie razem z prezentacją.... pomijając już kwestię sesji, które "na pewno nie będą tłumaczone", a które nagle swoją obecnością zaszczyca zagraniczny gość... i co? I idźże, misiu, do kabiny i gadaj, bo miły pan chce posłuchać :) (To jest też przyczyną, dla których przy obliczaniu wynagrodzenia nie ma opcji cięcia konferencji na milion mniejszych części, bo nie ma bata - zawsze wypadnie coś nieprzewidzianego!)&lt;br /&gt;g) w przypadku niemożności realizacji zlecenia z przyczyn leżących po stronie zamawiającego - zobowiązanie do wypłacenia należnego wynagrodzenia w niezmienionej kwocie (taki bat nad głową, coby się nie odwoływali w ostatniej chwili).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Wynagrodzenie&lt;br /&gt;a) należy zawrzeć definicję bloku 4-godz. tłumaczenia. Czyli ramy czasowe od-do, plus całość podana w sposób nie pozostawiający wątpliwości, że czas 0:15 i 3:45 to taki sam koszt pracy.&lt;br /&gt;b) stawka za blok --&gt; taka, żeby nam się chciało jak na skrzydłach do tej roboty lecieć i dawać z siebie wszystko, choćby nie wiem jakie głupoty opowiadali. Nie czarujmy się - motywacja finansowa j.e.s.t. istotna.&lt;br /&gt;c) określamy raz jeszcze godziny pracy w trakcie eventu i szacujemy zakładany koszt pracy wg stawki blokowej.&lt;br /&gt;d) dodajemy klauzulę (praktyczną niezmiernie), o tym, iż czas pracy może ulec zmianie (wydłużeniu) o ile przedłużą się obrady, wówczas zastosowanie ma stawka jednostkowa (i liczymy po imprezie, czy nam licznik nabił kolejne 4h czy nie).&lt;br /&gt;e) moment / forma wypłaty wynagrodzenia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Inne&lt;br /&gt;a) klauzula o koniecznej formie pisemnej&lt;br /&gt;b) odwołanie do KC&lt;br /&gt;c) jurysdykcja sądów miejscowo właściwych w razie problemów z polubownym rozstrzygnięciem kwestii spornych&lt;br /&gt;d) dwie (lub trzy aka ile ich tam będzie) kopie umowy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;podpisy stron&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I KONIEC :)&lt;br /&gt;Życzę owocnych negocjacji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-6160371128843670074?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/6160371128843670074/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/11/kacik-porad-prawnych.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/6160371128843670074'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/6160371128843670074'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/11/kacik-porad-prawnych.html' title='Kącik porad prawnych'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-4071246670139305666</id><published>2011-11-07T15:44:00.000-08:00</published><updated>2011-11-07T15:44:58.127-08:00</updated><title type='text'>How not to translate...</title><content type='html'>Chyba nie jest z nami, proszę Czytelnika, tak źle. Z nami, czyli tłumaczami pracującymi na ziemi ojczystej, przekładającymi mądre teksty na polski. Ma to jakiś sens, ład i skład oraz jakość wyższą niż praca kolegów zza mórz siedmiu. Dlaczego tak uważam? Proszę bardzo - oto przykład wykopany na stronach Europejskiej Agencji d/s Leków (European Medicines Agency, EMA). Szukałam potwierdzenia jednego faktu nt. produktu leczniczego, którego wszystkie linkowane poniżej dokumenty dotyczą - no i znalazłam: jeden z dokumentów jest mi b. dobrze znany i pewnie gdybym poszperała, to by się okazało, że jeszcze gdzieś na  moim dysku tkwią jego wersje robocze zapisywane "na wszelki wypadek" (dokumenty 1 i 3), drugiego nie widziałam wcześniej na oczy (dokumenty 2 i 4). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="www.ema.europa.eu/docs/pl_PL/.../WC500043546.pdf"&gt;Dokument 1 - tłumaczenie z angielskiego na polski wykonane przez polskiego tłumacza&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.ema.europa.eu/docs/pl_PL/document_library/EPAR_-_Summary_for_the_public/human/000715/WC500043548.pdf"&gt;Dokument 2 - tłumaczenie z angielskiego na polski wykonane przez ... nie wiem kogo, ale tłumacz to w moim odczuciu nie był, choć etatowy i unijny&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.ema.europa.eu/docs/en_GB/document_library/EPAR_-_Product_Information/human/000715/WC500043546.pdf"&gt;Dokument 3 - oryginał Dokumentu 1 w języku angielskim, do porównania&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.ema.europa.eu/docs/en_GB/document_library/EPAR_-_Summary_for_the_public/human/000715/WC500043548.pdf"&gt;Dokument 4 - oryginał Dokumentu 2 w języku angielskim, do porównania&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dokument 2, będący tłumaczeniem dokumentu 4, poruszył mnie na tyle, że zrobiłam sobie listę pojawiających się w nim "kffiatków", którą prezentuję Czytelnikowi pod rozwagę ze słowem przestrogi "Jak nie należy tłumaczyć" ("How not to translate" - inspiracja tytułem książki by Trinny Woodall &amp; Susannah Constantine):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Oryginał:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Lucentis is used to treat adults with the ‘wet’ form of age-related macular degeneration (AMD) or macular oedema (swelling) caused by diabetes. These are diseases that affect the central part of the retina (called the macula) at the back of the eye and cause loss of ‘straight-ahead’ vision.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Preparat Lucentis stosuje się w leczeniu pacjentów z wysiękową postacią zwyrodnienia plamki związanego z wiekiem (AMD, ang. age-related macular degeneration) lub z towarzyszącą cukrzycy opuchlizną (obrzękiem plamki żółtej oka). Choroba ta dotyczy centralnej części siatkówki (określanej jako plamka żółta) na dnie oka i powoduje utratę widzenia centralnego („na wprost”).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Analiza:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Brawo za wysiękową postać AMD i fantazję ad. widzenia centralnego (należy sprawiedliwość temu tłumaczu oddać).&lt;br /&gt;Reszta natomiast, cóż, po prostu wklejam swoją - stworzoną na poczekaniu - wersję tego fragmentu, to będzie jedyne sensowne rozwiązanie: &lt;i&gt;Lucentis stosuje się do leczenia pacjentów dorosłych z wysiękową postacią zwyrodnienia plamki związanego z wiekiem (AMD) lub obrzękiem (opuchlizną) plamki spowodowanym przez cukrzycę. Są to schorzenia środkowej części siatkówki oka (zwanej plamką) umiejscowionej w tylnej jego części, które powodują utratę widzenia "na wprost".&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;I tak najbardziej powala na kolana stosowany dalej konsekwentnie jako odpowiednik DME zwrot "opuchlizna plamki na te cukrzycy" :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Oryginał:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Two of the studies compared Lucentis with a sham injection.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Tłumaczenie:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;W dwóch spośród przeprowadzonych badań preparat Lucentis porównywano z symulowanym&lt;br /&gt;wstrzyknięciem.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Komentarz: &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;W dalszej części dokumentu jako odpowiednika "sham/ sham injection" używane są m.in. "zabieg symulowany", "wstrzyknięcie placebo".... a nie dało się po prostu "iniekcja pozorowana"? Czy stosowanie spójnej terminologii jest naprawdę takie trudne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie... tkwiąc w temacie przez dłuższy czas i zasadniczo znając ten lek na wylot niemalże, nie mogłam się powstrzymać od upuszczenia kilku mililitrów jadu...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-4071246670139305666?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/4071246670139305666/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/11/how-not-to-translate.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/4071246670139305666'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/4071246670139305666'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/11/how-not-to-translate.html' title='How not to translate...'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-4092316646902865719</id><published>2011-04-19T13:08:00.000-07:00</published><updated>2011-04-19T13:08:39.048-07:00</updated><title type='text'>Z pamiętnika młodej tłumaczki</title><content type='html'>Troszkę mnie młodzi koledzy natchnęli swoimi listami, trochę CST swoimi materiałami pozostawiającymi sporo do życzenia w zakresie profesjonalizmu terminologii medycznej w języku polskim - tak czy inaczej z wrażenia wykopałam sobie na pięknym portalu youtube.com kilka interesujących materiałów, którymi dziś - w charakterze inspiracji - pragnę się z czytelnikami podzielić.&lt;br /&gt;Autorką tych materiałów jest Pani będąca obecnie w b. sędziwym wieku, z wykształcenia scenarzystka po Państwowym Instytucie Sztuk Teatralnych (podkreślam fakt, że z medycyną miała tyle wspólnego, co każdy przeciętny pacjent i obowiązek znajomości oraz używania terminologii zasadniczo żaden). Pani Ewa Szumańska, bo o niej piszę, jest autorką serii skeczy "Z Pamiętnika Młodej Lekarki". Choć w dość ewidentny sposób odnoszą się one do zagadnień społeczno-politycznych, żartobliwie przedstawiając otaczającą rzeczywistość minionej dla nas (a bieżącej dla ówcześnie tworzącej artystki) epoki, zwróciłam uwagę na inny element. Otóż w narrację w sposób mistrzowski wpleciona jest poprawna terminologia medyczna, powszechnie używany jest ten charakterystyczny dla lekarzy sposób łączenia wyrazów oraz fraz, co daje naprawdę wybitny efekt. Po przesłuchaniu jednego nagrania, zestawiło mi się ono w umyśle z analizowanymi w poprzednim wpisie materiałami CSTu i z żalem pomyślałam: scenarzystka kilkadziesiąt lat temu potrafiła, a współczesny tłumacz już nie zawsze....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dedykuję czytelnikom nagrania pt Wyrostek, Niedrożność jelit oraz Omam. Miłego słuchania!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" width="480" height="390" src="http://www.youtube.com/embed/rhPzeTiiW6g" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" width="480" height="390" src="http://www.youtube.com/embed/g2lzM2vfbw0" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe title="YouTube video player" width="480" height="390" src="http://www.youtube.com/embed/huMDvbm44S8" frameborder="0" allowfullscreen&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-4092316646902865719?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/4092316646902865719/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/04/z-pamietnika-modej-tumaczki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/4092316646902865719'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/4092316646902865719'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/04/z-pamietnika-modej-tumaczki.html' title='Z pamiętnika młodej tłumaczki'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/rhPzeTiiW6g/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-1157932236374472303</id><published>2011-04-18T05:00:00.000-07:00</published><updated>2011-04-18T05:12:35.830-07:00</updated><title type='text'>Po dłuższej przerwie....</title><content type='html'>Na początek słowo wyjaśnienia: codzienność mnie dobiła. Codzienność, czyli 150-200% normy (działam jak za epoki planów 5-letnich...), plus codzienność czyli choroba, która mnie upakowała do łóżka na pełne 2 tygodnie, z których jednego nie pamiętam, a w drugim nie mówiłam :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem jednakowoż w dość dobrej formie, chyba nawet trochę mądrzejsza niż przedtem, bo po 2 arcyciekawych zjazdach: &lt;a href="http://www.chirurgiaoka2011.pl/"&gt;Forum Chirurgii Okulistycznej&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://konferencja2011.pta.med.pl/"&gt;Konferencji Szkoleniowej Polskiego Towarzystwa Alergologicznego&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdecydowanie od dobrych 2 miesięcy zalega mi na sumieniu zawodowym list od kolejnej Czytelniczki, który - jak sądzę - jest wyrazem dość powszechnych bolączek początkujących tłumaczy oraz zamieszania, jakie na rynku panuję. Mam nadzieję, że Czytelniczka nie ma nic przeciwko zamieszczeniu jego fragmentów, jak bowiem pisze, usiłowała go dodać w charakterze komentarza, niestety technologia zawiodła...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytelniczka pisze zatem: &lt;i&gt;"jestem już na "dobrej drodze" jeśli chodzi o kierunek studiów,&lt;br /&gt;znalazłam swoją działkę, którą chcę się zająć, na własną rękę próbuję się doszkalać i czytać, czytać, czytać i ćwiczę pewność siebie zgłaszając się do wszystkiego z nastawieniem, że "będę musiała sobie poradzić"".&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i taką postawę się chwali - określenie kierunku, nastawienie na zdobywanie wiedzy fachowej plus "no risk no fun" :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne słowa jednak tchną mniejszym optymizmem: &lt;i&gt;"Teraz postaram się ominąć tą przybijającą część historii polegającą na tym, że nikt nie jest zainteresowany współpracą z osobą bez udokumentowanego rozległego doświadczenia, nawet o ironio, za darmo (do tłumaczeń wolontariackich typu ustnych bądź trochę bardziej specjalistycznych, też nigdy nie zostałam wybrana). Nie wiem czy kiedyś było łatwiej, było mniej tłumaczy czy inny rynek - nie wiem, bo&lt;br /&gt;podczytując różne fora widzę, że narzekają także tłumacze z ugruntowaną pozycją. Omijam ten aspekt, gdyż wiem, że nie istnieje złota rada co zrobić w takiej sytuacji - chociaż jeśli Pani takową posiada to chętnie wysłucham :)"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam zupełnie szczerze, że słucham takich historii (a słyszę ich wbrew pozorom sporo) trochę jak bajki o żelaznym wilku... Jedna rzecz, że nie pamiętam takich momentów z historii własnej drogi zawodowej - to można jednak tłumaczyć faktem, że "proszę starszej pani, to inne czasy były", a z moich "młoda i niedoświadczona" zostało już tylko "i" :) Po wtóre natomiast częste występowanie takich zdarzeń mogłoby wskazywać na dwie rzeczy - albo mamy w kraju nadmiar tłumaczy (co w specjalizacji medycznej jest absolutną nieprawdą i w związku z czym podejmuję usilne próby poszerzenia mojej doby, bo 24h to jakby ciut za mało...), albo "starzy wyjadacze" monopolizują rynek - co chyba też prawdą nie jest, bo w pisemnych medycznych słychać całkiem sporo, często nowych, nazwisk (zrobiłam sobie ostatnio ich przegląd subiektywny na stoiskach targowych kilku wydawnictw medycznych - naprawdę to nie są ciągle te same osoby, i w obrębie danej specjalizacji, i w różnych specjalizacjach). Niemniej jednak coś ewidentnie nie działa, skoro chęci do pracy są, a pracy nie ma :) Co??? To jedno z lepszych pytań, jak sądzę... Moja hipoteza robocza brzmi "Zły Adres", a konkretniej "Zły Adresat". Szkolenie młodych wiąże się z ryzykiem przejściowego pogorszenia jakości pracy. Myślę sobie, że jest to ryzyko, które z wielu względów zupełnie nie leży w interesie agencji tłumaczeń. Jeśli zatem Czytelniczka uderzała tamże w celu zdobycia doświadczeń, choćby gratisowo wykonując tłumaczenia, to - tak czy inaczej - ryzyko pozostaje nieszczególnie zmienione, albowiem ktoś to później musi przejrzeć (tzw. Doświadczony Tłumacz), co przedłuża czas wykonania zlecenia plus niekoniecznie Doświadczony Tłumacz chce wykonać "rzeźbę w Calle" (sama to mówię agencjom, gdy pytają czy "znajdę chwilkę" na korektę 20 stron tekstu). Do kogo z tym pójść? Przy odrobinie szczęścia tacy jak ja :) mogą potrzebować podwykonawcy, który docelowo stanie się partnerem do pracy (i chwała Bogu, nie ma non-stop pełnego obłożenia) i - jeśli się okaże, że obok wiedzy "na piśmie" ma również tzw. gadane - da się z niego z robić KonKabina/ KonKabinę. Można uderzać do fundacji i stowarzyszeń - oni potrzebują tłumaczeń, zwykle mają wiedzę fachową sporą, więc korektę mogą sobie stuknąć sami (co zresztą robią), a wolontariaty wszelkie są more than welcome. Oczywiście, jeśli ta hipoteza robocza została zawczasu obalona, proszę o poinformowanie mnie - chętnie poszerzę horyzonty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dalszych słowach listu czytam: &lt;i&gt;"Zwracam się o radę w kwestii pani specjalizacji i specjalizacji, którą sama chciałabym obrać czyli w kwestii tłumaczeń medycznych. Ta dziedzina zawsze mnie interesowała i staram się jak mogę, aby zrealizować swój cel. Na studiach i na&lt;br /&gt;praktykach tłumaczenia medyczne omijane są szerokim łukiem, królują biznes, finanse i prawo. Zdaję sobie sprawę, że ze względu na poziom trudności takich tłumaczeń nie jestem w stanie sama opanować potrzebnej wiedzy (brak materiałów, możliwość wyuczenia np. nieprawidłowych odpowiedników), tak jak w przypadku każdych innych tłumaczeń trzeba mieć jakieś podstawy (bo tego, że potem każdy tekst wymaga siedzenia i czytania na dany temat, także już doświadczyłam).&lt;br /&gt;Nawet jeśli opanowałabym coś na własną rękę to pozostaje problem, tego że nikt nie zatrudni osoby bez udokumentowanego doświadczenia tym bardziej w takiej dziedzinie. Ponadto, zewsząd słyszę głosy zniechęcające mnie do tego typu tłumaczeń, co motywowane jest tym, że takimi tłumaczeniami zajmują się głównie osoby po medycynie."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hmm... Staraj się Czytelniczko - to w charakterze słów wstępnych. Jeśli medycyna jest Twoją prawdziwą pasją, znaczy fascynuje Cię to, co się w człowieku na różnych poziomach - układowym, narządowym, molekularnym, wreszcie genetycznym dzieje i jakim cudem cała ta układanka współpracuje ze sobą jako świetnie zgrana fabryka, to nie mogłaś trafić lepiej, zwłaszcza jeśli dla odmiany nie pociąga Cię odpowiedzialność za życie i zdrowie realnego pacjenta w liczbie wybitnie mnogiej, którego twoje decyzje mogą zabić lub uzdrowić... Tu, w tłumaczeniach, ta odpowiedzialność wprawdzie się pojawia (zwłaszcza jeśli wysyła się pacjentów na leczenie poza PL z dokumentacją w obcym narzeczu zrobioną naszą własną ręką - tu po sapersku pomyłka = śmierć), nie jest jednak stała, 24-godzinna przez 365 dni w roku. Natomiast zdecydowanie jest to fantastyczne poletko w rozumieniu edukacyjnym, dodatkowo z perspektywy kilku lat w tłumaczeniu danej specjalizacji widać postęp naukowy jak na dłoni, co daje po części satysfakcję z możliwości przekazania go "pod strzechy" w przedrukach artykułów, w prezentacjach zjazdowych etc. - rozwój zatem gwarantowany. I to gratisowo!&lt;br /&gt;Ad. dalszych słów, niestety uczelnie medycyny się "boją" (?). Ten lęk (czy "lęk") przekazują swoim studentom - przyszłym tłumaczom, którzy następnie unikają słowa "medyczny" jak ognia czy przysłowiowej święconej wody. I tak mamy tysiące tłumaczy unijnych, prawnych, biznesowych czy finansowych oraz dziesiątki tłumaczy medycznych. Z tej liczby należy odsiać tych, którzy znają się na branży (czyli są lekarzami), ale brakuje im lekkiego pióra lub umiejętności komunikacyjnych na czym cierpi jakość oraz tych, którzy znają język natomiast wiedza fachowa stoi u ich drzwi i dobija się coraz głośniej... tylko nikt jej nie chce wpuścić. Tak kończymy z liczbą kilku, w moim odczuciu, naprawdę dobrych tłumaczy medycznych, z częścią których miałam/ mam przyjemność współpracować i których nazwisko działa naprawdę uspokajająco (jeśli ktoś troszczy się o jakość przekładu pisemnego czy ustnego).&lt;br /&gt;Czy zatem tłumaczeń medycznych można nauczyć się w szkole...? Myślę, że to pytanie dobre do sprowokowania szerokiej dyskusji... Osobiście raczej skłaniam się ku zaprzeczeniu i śpieszę podać swoje uzasadnienie: w naszym pięknym kraju istnieje Centrum Szkoleń Tłumaczeniowych w Sosnowcu, które jako jedyne prowadzi szkolenia dla tłumaczy medycznych. Z tłumaczami po ich specjalizacji medyczno-prawnej (swoją drogą, cóż za niefortunne połączenie) miałam (i mam) kontakt - plus: są to w przeważającej większości ludzie mocno plastyczni, elastyczni, czyli "do wyrobienia" i chcą się uczyć, minus - słownictwo wykorzystywane czasami załamuje "zatwardzenie" (jako odp. constipation czyli zaparcia), kultura (jako odp. culture w mikrobiologii, czyli posiew...), dalekowzroczność starcza (jako odp. presbyopia, czyli starczowzroczności aka presbyopii w j. polskim - jedną z tych nazw tendencyjnie uznaje się za niepoprawną politycznie). Zastanawiałam się, czy przyczyną tego stanu rzeczy (takie "kffiatki" pojawiały się w tekstach wszystkich osób po tym szkoleniu...) są właściwości osobnicze, ale po dotarciu do opublikowanych na stronie www CST materiałów, zrozumiałam wszystko. Mamy bowiem tekst oryginalny treści następującej:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Does nose surgery require external incisions? &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Rhinoplasty can be performed either by incisions on the inside of the nostrils or in conjunction &lt;br /&gt;with a small incision at the base of the nose. This incision heals without a trace and it allows a detailed inspection of the internal structures of the nose. Although most nose surgeries in the past were performed without this additional incision, nowadays more "open" rhinoplasties &lt;br /&gt;are done which allow more precision in correcting disfigurements.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;oraz odgórne jego tłumaczenie na język polski, które brzmi tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Czy operacja nosa wymaga zewnętrznych nacięć?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Operacje nosa mogą być przeprowadzane albo wyłącznie poprzez nacięcia wewnątrz dziurek nosowych albo przez kombinacje tych nacięć z kilkumilimetrowym nacięciem u podstawy nosa. Nacięcie to goi się zwykle bez  śladu a pozwala na dokładną inspekcję wewnętrznych struktur nosa. Chociaż&lt;br /&gt;większość operacji nosa była wykonywana kiedyś bez tego dodatkowego nacięcia, obecnie coraz więcej operacji jest robione sposobem "open" , które pozwala na bardziej precyzyjną korektę zniekształceń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I kiedy zobaczyłam te wszystkie "operacje nosa", "dziurki nosowe", "inspekcje", "sposób open" - wszystko stało się jasne, choć sam program szkolenia jest - przyznać należy - dość interesujący:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.transla.org/UserFiles/Image/spec.pdf"&gt;Program minimum specjalizacji medyczno-prawnej&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(z wyłączeniem wspomnianego tam układu trawienno-wydalniczego, którego określenie w ten sposób samo w sobie jest błędem rażącym i mam głębokie przekonanie oraz nadzieję, że razi nie tylko mnie)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jasne zatem jest, dlaczego tłumaczenia medyczne w Polsce wyglądają tak, jak wyglądają - brak szkoleń, brak wiedzy i bariera gigantyczna między hermetycznym światem lekarzy a rozsianym i chaotycznym światem tłumaczy. Spore pole do działania pozostaje w zakresie likwidacji tej bariery.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy można zatem samemu opanować tę "wiedzę tajemną" (sformułowanie jest autentykiem z przemówienia ubiegłorocznej absolwentki WUM, która swoim wystąpieniem wprawiła mnie i świeżo zaaklamowanego Doktora Honoris Causa WUM uczestniczącego w uroczystości w niebywałe wręcz osłupienie)? Myślę, że na poziomie tłumaczeń - tak. Czego potrzeba? - Ciekawości, pasji, dobrego stylu uczenia się (sięgając do mojego ulubionego aspektu metodyki glotodydaktycznej, należy być typem CALP a nie BICS), umiejętności szybkiego i skutecznego wyszukiwania informacji w internecie i piśmiennictwie drukowanym, "telefonu do przyjaciela" w wypadkach ścian nie do przeskoczenia i dziur w wiedzy, które koniecznie należy załatać tu, teraz, natychmiast. Nie uważam, że tłumaczem medycznym jest ktoś, kto rzadziej lub częściej medycynę tłumaczy i do tego jego kontakt z dziedziną się ogranicza. Taki ktoś jest tłumaczem. Może nawet dobrym tłumaczem (przy odrobinie szczęścia). Może nawet medycynę tłumaczy poprawnie - niewykluczone. Natomiast żeby być tłumaczem medycznym "pełną gębą", potrzeba dodatkowo zacięcia ideologicznego, pędu do wiedzy, doczytywania piśmiennictwa z przyjemnością po godzinach, w czasie wolnym, takiego "radaru" do wyłapywania nowinek medycznych z otaczającego świata i umiejętności kojarzenia faktów budując z nich spójny obraz tej Królowej Nauk. Ów pęd do wiedzy spowoduje to, o czym Czytelniczka pisała - czytam literaturę przedmiotu przez cały dzień, a potem dopiero siadam do tłumaczenia tekstu z tej dziedziny albo zainspirowana jednym zdaniem z czyjegoś wystąpienia wracam do domu i natychmiast doczytuję wszystko, co mogę znaleźć na ten temat (btw, mnie ostatnio zainspirowało działanie montelukastu na poziomie komórkowym, więc ambitnie zbłębiam temat). Jeśli już zdarzy się dostać zlecenie, należy się do niego b. dobrze przygotować - nie tylko glosariusz zawierający w jednej kolumnie słówka polskie, a w drugiej ich odpowiedniki w obcym narzeczu. Przygotowanie będzie obejmowało zrozumienie tematu - czyli np. czym różni się trabekulotomia od trabekulektomii ("bo ja mam subtelne wrażenie, panie Piotrze, że pan chyba tej różnicy nie pojmuje w pełni" by profesor K. Pecold) tudzież owa nieszczęsna presbyopia od dalekowzroczności starczej (przykłady z mojej "grządki" najgęściej obsianej, czyli okulistyki).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głosów zniechęcających zaś, droga Czytelniczko, po prostu nie należy słuchać :) i "róbmy swoje".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddajmy jednak głos samej Czytelniczce, która kończy wywód stwierdzeniem: &lt;i&gt;"Nie wiem, ile w tym stwierdzeniu (że medycynę tłumaczą tylko lekarze - przyp. red.) jest prawdy - a nie wyobrażam sobie iść na studia medyczne tylko z takich pobudek, tak jak można by łączyć np. filologię z prawem czy ekonomią. Biura tłumaczeń nie chcą brać na praktyki, tłumacze nie są zainteresowani mentorowaniem. Czy miałaby Pani jakąś radę, co do materiałów, możliwych kursów, miejsc gdzie można się zgłosić? Staram się nie tracić optymizmu, że dane mi będzie robić w życiu to, co najbardziej chciałabym robić."&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdy jest w nim równie mało jak dużo :) Ja jestem frakcją nie-lekarską-a-jednak-medyczną. Z wykształcenia jestem filologiem anglistą oraz specjalistą HR, z czym się zresztą nigdy nie kryłam i nie kryję. Tłumaczę medycynę, która jest moją wielką życiową pasją, co również nie jest tajemnicą. Pasja i perfekcjonizm przekładają się na jakość, co doceniają zadowoleni klienci, będący największymi polskimi ekspertami w swoich specjalizacjach. Zatem - da się :)&lt;br /&gt;I również nie wyobrażam sobie, żeby nie planując pracy w zawodzie spędzić 6 lat na uczeniu się terminologii :), bo do tego by się studia medyczne - de facto - wówczas sprowadzały. Chyba nie tędy droga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Materiały? Bardzo proszę: &lt;a href="http://www.termedia.pl"&gt;www.termedia.pl&lt;/a&gt;; &lt;a href="http://www.okulistyka.com.pl"&gt;www.okulistyka.com.pl&lt;/a&gt;; &lt;a href="http://www.urologiapolska.pl"&gt;www.urologiapolska.pl&lt;/a&gt;; &lt;a href="http://www.pneumonologia.viamedica.pl"&gt;www.pneumonologia.viamedica.pl&lt;/a&gt;; &lt;a href="http://www.ppn.viamedica.pl"&gt;www.ppn.viamedica.pl&lt;/a&gt;; &lt;a href="http://www.neuroedu.pl"&gt;www.neuroedu.pl&lt;/a&gt;  - trochę tego jest.... tylko siedzieć i czytać. Z zagranicznych polecam &lt;a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/"&gt;PubMed&lt;/a&gt; i wszystkie linki angielskojęzyczne, w których występuje "ncbi.nlm.nih.gov" można uznać za terminologicznie wiarygodne ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kursy...? Przymierzam się do tego od dwóch-trzech lat i mam nadzieję finalnie zakończyć zmagania z planowaniem i zrealizować pierwszy taki kurs już wkrótce, ale narazie o tym ćśśśś... Mam nadzieję, że będzie to odpowiedź na istniejące potrzeby, że będzie pożyteczny, oferujący praktyczne rozwiązania i skutkujący nawiązaniem nowych, korzystnych obustronnie relacji zawodowych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do optymizmu - nie wolno tracić ducha! Wiara w słuszność obranego kierunku i możliwość zaoferowania otoczeniu tego, czego ono rzeczywiście potrzebuje, a co jest dobrej próby, stanowi podstawę działania w jakimkolwiek biznesie. Niech Czytelniczka (i nie tylko ona ;-) o tym nie zapomina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z serdecznymi pozdrowieniami,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karolina Kalisz&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-1157932236374472303?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/1157932236374472303/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/04/po-duzszej-przerwie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/1157932236374472303'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/1157932236374472303'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/04/po-duzszej-przerwie.html' title='Po dłuższej przerwie....'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-3382788740786453822</id><published>2011-02-02T13:55:00.000-08:00</published><updated>2011-02-02T13:55:56.291-08:00</updated><title type='text'>Dla początkujących :)</title><content type='html'>Czytelniczka napisała maila. Dziękuję Czytelniczce :)&lt;br /&gt;Czytelniczka jest początkująca w początkach i pyta o radę, co zrobić, żeby nie tylko przeżyć, ale także zaistnieć oraz dojść do doskonałej równowagi między stanem CV i portfela :)&lt;br /&gt;Spłodziłam e-mail adresowany początkowo do samej czytelniczki, po głębszym namyśle jednak wklejam poniżej jego pełną treść wiedziona przekonaniem, że może przydać się większej liczbie młodych kolegów po fachu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja rada? Po pierwsze: Znajdź coś, co absolutnie pokochasz w tłumaczeniach, powód dla którego nie żal będzie ci zarwać noc albo spędzić cały dzień na nauce tej dziedziny (zanim siądziesz do tekstu na ten temat - tak bywa, często najpierw cały dzień czytam, żeby sobie wyrobić ogólne pojęcie w temacie, a potem dopiero tłumaczę...). I konsekwentnie się tego trzymaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga rada: zainwestuj w pewność siebie. Ten kurs asertywności o którym pisałam na blogu, to nie miała być obelga pod niczyim adresem, tylko autentyczna dobra rada. Wszelkie treningi umiejętności interpersonalnych, kursy negocjacji, ja poszłam w skrajność z HRami, ale też psychoterapie itp. --&gt; podnoszą samoocenę i umiejętność komunikacji bez agresji, za to z pożądaną asertywnością oraz negocjacji z pozycji "ja jestem OK i ty jesteś OK".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzecia rada: Ceń się. Za tanie pieniądze psy mięso jedzą. I nie daj sobie wcisnąć "droga pani taki rynek", bo rynek jest taki, jakim go sami stworzymy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec na zachętę autentyk: dzwoni kiedyś moja komórka (rok 2005). Odbieram -&gt; dzień dobry, pani Karolino. - Dzień dobry. - Tu agencja tłumaczeń XYZ, ja chciałbym zapytać czy pani wykonuje tłumaczenia ustne. -&gt; yyy.... taaaaaakkk.. wyyyykonuję (kasy mało było akurat). - A symultaniczne? - Nooo taaaaak....ooooczywiście (omatkozecórkąacototakiego?!). A czy jest pani wolna jutro o 12? - Taaaaaak. - Wobec tego zapraszam tu i tu, 1.5 godziny symultaniczne, cena NN PLN. (mało nie krzyknęłam WOOOW do słuchawki)&lt;br /&gt;I tą metodą widząc sprzęt po raz pierwszy w życiu wykonałam całkiem sama tłumaczenie symultaniczne dla sieci Carrefour, a ich akcja promocyjna "Magia Kodów" swoją polską nazwę zawdzięcza mojemu debiutowi w branży. Oryginalnie miała się nazywać "Magiczny kod", ale ja lubię wszędzie swoje 3 grosze wtrącić, a te akurat się spodobały zarządowi firmy :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powodzenia!!!&lt;br /&gt;Karolina&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-3382788740786453822?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/3382788740786453822/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/02/dla-poczatkujacych.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/3382788740786453822'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/3382788740786453822'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/02/dla-poczatkujacych.html' title='Dla początkujących :)'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-5656356031491852030</id><published>2011-01-29T03:19:00.000-08:00</published><updated>2011-01-29T03:55:46.682-08:00</updated><title type='text'>Pecunia non olet... ale na omlet wystarczyć musi!</title><content type='html'>Będzie o sprawach przyziemnych. Siedzi we mnie zadra od prawie miesiąca, od momentu opublikowania przez Najdemokratyczniejszą z Gazet artykułu "Czekam na przelew". Piszą w artykule przedstawiciele najrozmaitszych wolnych zawodów o tym, jak to &lt;b&gt;&lt;i&gt;na codzień&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; ciężko im wyegzekwować należności od zleceniodawców. Przeczytałam, usiadłam (bo musiałam) i - używając terminologii koleżanek mojej Pierworodnej - cycki mi opadły :P (tak, tak, ja nawołująca do czystości języka romansuję na boku z młodzieżowym slangiem. Uprasza się purystów o niespalanie mnie na tę okoliczność na stosie)&lt;br /&gt;Pisze zatem 33-letni kolega po fachu o radosnym nicku Marceli Szpak: "W dniu spodziewanego przelewu na internetowej stronie swojego banku jestem co godzina. Wiem, że zaczynają księgować od rana. Pierwsze wpływy powinny być o 14. Jeśli nie ma, to jest ciche "kur..". Potem im bardziej zaglądam, tym bardziej nie ma. Albo jakimś cudem pojawia się pod wieczór. Ale zazwyczaj nie."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pytanie 1&lt;/b&gt; - &lt;i&gt;Z kim kolega współpracuje i dlaczego jest w tym aspekcie niewyuczalny, skoro już się zdążył "przejechać" parę razy?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pytanie 2&lt;/b&gt; - &lt;i&gt;Czy kolega ma tylko jedno zlecenie miesięcznie, że leci jeden przelew i generuje masę stresu? Może wypadałoby popracować nad marketingiem własnych usług i rozszerzyć bazę klientów?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Komentarz 1&lt;/b&gt; - &lt;i&gt;Należy zorganizować sobie bazę zleceń i klientów w taki sposób, by żadną miarą nasza płynność finansowa NIE była uzależniona od jednego przelewu. I najlepiej przelewy te rozstawić w ciągu miesiąca, tak by mieć kilka zastrzyków gotówki w regularnych odstępach czasu.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytajmy dalej: "Więc następnego dnia rano wysyłam uprzejmego maila. Za każdym razem innego. Na przykład: "Witam, czy coś już wiadomo z rozliczeniami? Bo niestety nadal nie dostałem od Was umowy, choć planowaliśmy rozliczenie na zeszły miesiąc. Jeśli znajdzie Pan chwilę, żeby sprawdzić, jak rozwija się sytuacja, to byłbym wdzięczny za informację"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hmm... kurs asertywności prosi o zainteresowanie.... tego typu korespondencję prowadzi się formalnie i surowo: &lt;b&gt;&lt;i&gt;Informuję, iż do dnia xx/xx/xxxx nie otrzymałem wynagrodzenia z tytułu xxxxx. Proszę o wywiązanie się ze zobowiązania wynikającego z umowy z dnia xx/xx/xxxx. Niniejsza korespondencja stanowi wezwanie do płatności.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; Nie widzę powodu do dbania o dobre samopoczucie zleceniodawcy, jeśli on nie czuje potrzeby zadbania o moje. I nie myślę o sobie tak źle, by żebrać i błagać o łaskawe rzucenie mi ochłapu tego, co mi się słusznie i prawnie należy. Jestem profesjonalistą? Jestem. Wykonuję pracę? A jakże! A z tego tytułu mam prawo do godziwego i terminowo wypłacanego wynagrodzenia. Jeśli ktoś uważa inaczej, sugeruję co najmniej trening asertywności, a w zależności od innych uwarunkowań indywidualnych być może psychoterapię! (i nie, to nie jest ani żart, ani złośliwość)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pytanie 3&lt;/b&gt; - &lt;i&gt;Na jakim świecie kolega-tłumacz żyje, żeby podejmować pracę BEZ uprzedniego zawarcia umowy, określającego jej przedmiot, termin wykonania dzieła, sposób rozliczenia i termin zapłaty?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Funkcję takiej umowy może pełnić choćby email ze zleceniem, obie strony korespondencyjnie uzgadniają szczegóły, potwierdzają je i wówczas praca jest wykonywana. Jeśli mam zastrzeżenia czy obiekcje co do wiarygodności klienta, proszę o przelanie zaliczki lub całości kwoty i dopiero po uznaniu konta wysyłam tekst. Ponadto już dość dawno temu starożytni Rzymianie wymyślili skaner. To niezwykle przydatne urządzenie pozwala na zapisanie podpisanej umowy w popularnym formacie *.jpg, *.pdf czy *.tif wówczas można go odesłać kontrahentowi i taką samą trasą otrzymać z powrotem - i już jesteśmy zabezpieczeni. Oryginały fruwają natomiast pocztą i nie trwa to dłużej niż realizacja zlecenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Komentarz 2&lt;/b&gt; - &lt;i&gt;Nie warto polegać na standardowych umowach przygotowywanych przez agencje, wydawców i kogo-tam-jeszcze. O profesjonalizmie świadczy posiadanie własnego szablonu umowy na wykonanie tłumaczenia pisemnego, konsekutywnego oraz symultanicznego oraz SAMODZIELNE wystawianie rachunków do tychże umów (dość oczywiste w przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą, mniej oczywiste w przypadku realizujących umowy cywilnoprawne).&lt;/i&gt; I jeszcze małe post scriptum: &lt;i&gt;Kto powiedział, że prowadząc działalność gospodarczą i fakturując nie zawiera się umów? Poważne firmy od tego zaczynają współpracę b2b.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalszy fragment perypetii i zwierzeń Marcelego Szpaka: "Prawidłowa kindersztuba czasami czyni cuda. Ale ci nadal mi nie zapłacili. To był jakiś bzdurny artykuł o zaletach piractwa internetowego, za przetłumaczenie którego miałem dostać 400 złotych. Ale niestety pismo upadło. Miesiąc po tym mailu przysłali mi umowę do wypełnienia. W ten sposób dowiedziałem się, że pismo wydawała akademia w Krakowie, więc teoretycznie kasa jest do odzyskania. Aha, przy okazji stawka spadła do 250 PLN. Wkurzyło mnie to, ale nie na tyle, żeby się szarpać. Szarpać się zaczynam od 500 w górę"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze raz: żadna stawka nie spadnie, jeśli jest na nią podkładka w postaci umowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Najpopularniejsza wymówka brzmi tak samo. W prawie w każdym wydawnictwie słyszę: szef nie podpisał umowy. I potrafi tak nie podpisywać przez kilka tygodni, co odbiera pole manewru, bo do szefa dostępu nie ma. A przecież nie będę wyżywał się na biednych paniach z redakcji. To tak jakby opieprzać panią na poczcie, że paczka się zgubiła. Więc cierpliwie nękam kolejnymi mailami."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No way! Szef nie podpisał? Aha - to ja nie zaczynam tłumaczenia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przypadku konferencji i pokrewnych, dążę do zawierania umów możliwie długo przed rozpoczęciem eventu i ustalenia tak drobnych szczegółów jak rodzaj krzesła, słuchawek w kabinie, napoje serwowane w trakcie eventu w ramach "płukanki do gardła" (żeby nie było "bo my mamy tylko wodę" - ja wody nie znoszę, zwłaszcza niegazowanej....). I równo zobowiązane są obie strony, każda z tytułu niewywiązania się ze zobowiązań krewna jest drugiej stronie adekwatne zadośćuczynienie. Problemów nie notuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na co narzeka w kolejnych słowach Marceli Szpak? Posłuchajmy: "Nie za bardzo potrafię rozmawiać o kasie. Zresztą ja nie bardzo lubię rozmawiać z ludźmi. Telefonicznie ścigałem tylko jednego wydawcę. "&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uuuuu.... kochany... to na pustelnię albo na państwowy etat, a nie szczęścia szukać w wolnym zawodzie. Za rok, dwa, wyschniesz z frustracji i znikniesz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój patent na rozmowę o pieniądzach i rozmowy z ludźmi? Bardzo proszę. Nie twierdzę, że "nigdy tak nie miałam". Skłamałabym - miałam bowiem, i to w znacznym nasileniu :) Z całym przekonaniem natomiast uważam, że:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Komentarz 3&lt;/b&gt;: &lt;i&gt;Każdy może nauczyć się rozmawiać z ludźmi, i to rozmawiać z nimi o pieniądzach!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Komentarz 4&lt;/b&gt;: &lt;i&gt;Trwanie przy status quo (nie umiem rozmawiać z ludźmi o kasie i takim mnie Panie Boże stworzyłeś, więc będę tkwił na pozycji ofiary losu do końca moich dni) jest błędem!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co zrobiłam osobiście? Podzielę się, może się komuś przyda ten patent. Na początek trochę historii: Moje początki w tłumaczeniach to rok 2004, początek IV kwartału. Wcześniej były 4 lata pracy na państwowej posadzie - czyli 1 każdego miesiąca mikrowynagrodzenie przelewane na konto, 2 miesiące wakacji, 2 tygodnie ferii, 18 godzinny etat w miejscu pracy (plus ileś-tam w domu, wg potrzeb), przerzucanie tony zbędnych papierów i z roku na rok coraz mniej kontaktu z uczniami i coraz mniejsza satysfakcja finansowa... za to coraz większa frustracja. Taka sfrustrowana (i biznesowo zupełnie zielona) zlądowałam na rynku wolnych zawodów, po jakimś czasie odkrywając ze zdumieniem (w okolicy roku 2006), że właściwie to nie idzie mi z dwóch głównych powodów: a) nie umiem rozmawiać z ludźmi i b) nie umiem negocjować finansów (coś jak Marceli Szpak). Zatem w październiku AD 2006 rozpoczęłam &lt;a href="http://www.wse.waw.pl/podyplomowe_zarzadzanie_zasobami_ludzkimi.php"&gt;studia podyplomowe&lt;/a&gt;, które zajęły mi rok życia i ca. 4 tys PLN, ale była to b. opłacalna inwestycja! Złapałam zupełnie inną perspektywę. Zaczęłam dostrzegać próby manipulacji, nauczyłam się w sposób nieszkodzący mnie i innym komunikować swoje oczekiwania, zrozumiałam jakie są moje mocne/słabe strony w zakresie umiejętności negocjacyjnych, nauczyłam się, w jaki sposób mogę zrobić z tych pierwszych użytek, jednocześnie unikając konieczności prezentowania tych ostatnich. Po roku, po dyplomie, sytuacja zaczęła się zmieniać. I chociaż nigdy oficjalnie nie pracowałam w nowym zawodzie, uznaję ten kierunek za jeden z lepszych wyborów, jakich w życiu dokonałam. Zlecenia zaczęły się pojawiać, ja umiałam wyjść "do ludzi" czyli sprzedać te usługi i wzbudzić ich zainteresowanie moimi kompetencjami. Rychło stworzyła się baza stałych klientów, głównie instytucji z mojego obszaru zainteresowań. Są ze mną do dziś. I skłamałabym mówiąc, że zdarza mi się, że ktoś nie płaci, bo NIE zdarza :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cytując Marcelego Szpaka: "Kiedyś gadałem z paroma znajomymi tłumaczami na Skypie i okazało się, że wszyscy czekamy na przelew. No to poczekajmy razem - pomyślałem i założyłem na Facebooku grupę "Czekam na przelew".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak zobaczyłem, że w ciągu 24 godzin zapisało się do niej tysiąc osób, to mi trochę szczęka opadła. Ostatnio nie zaglądam tam za często, ile można czytać narzekań."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może warto zmienić grupę? Np na Rozwój Osobisty?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I puenta, mało trafiona, by Marceli: "I tak każde z nas walczy na własną rękę. Z różnym skutkiem. Moim sposobem jest uporczywa uprzejmość. Jestem miły, spokojny i namolny, aż wszyscy mają mnie dość i w końcu robią, co powinni. Więc nie narzekam. Nikt mi nie truje nad głową, robię coś, co daje mi całkiem sporo satysfakcji i przyjemny dochód. Średnio wychodzi jakieś 4 tysiące na miesiąc. Po prostu nie ma się tylko co nastawiać, że tyle będzie co miesiąc."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, no to się dowiedziałam, że 4k w zawodzie tłumacza to "przyjemny dochód" i że nie bywa tak przyjemnie co miesiąc. Gdybym miała w perspektywie podobną przyjemność, pewnie cierpiałabym na mało przyjemną permanentną biegunkę, bóle głowy i inne objawy nerwicowe.... Ludzie złoci! 4 osoby z tego nie wyżyją, mieszkanie się nie spłaci, auto nie utrzyma, a taka jest moja perspektywa. Kiepska puenta. Naprawdę. Żałosna. Dlaczego żałosna? Dlatego, że można wykonywać ubóstwianą czynność za naprawdę godziwe wynagrodzenie i pracować z ludźmi, a nie taboretami. Tylko fajnie byłoby najpierw popracować, nad własnymi "ludzkimi" a właściwie "międzyludzkimi" (czy też makaronistycznie - interpersonalnymi) umiejętnościami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-5656356031491852030?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='enclosure' type='text/html' href='http://wyborcza.pl/1,75480,8908485,Czekam_na_przelew.html' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/5656356031491852030/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/01/pecunia-non-olet-ale-na-omlet.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/5656356031491852030'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/5656356031491852030'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/01/pecunia-non-olet-ale-na-omlet.html' title='Pecunia non olet... ale na omlet wystarczyć musi!'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-5823711023215914052</id><published>2011-01-28T14:13:00.000-08:00</published><updated>2011-01-28T14:13:04.923-08:00</updated><title type='text'>Moje dzieci, które żyją swoim życiem</title><content type='html'>Wspomnienie o korekcie autorskiej skłoniło mnie do poszukiwań tekstów, z którymi miałam do czynienia. Gdzie są teraz moje dzieci? Co się z nimi dzieje?&lt;br /&gt;Poniżej subiektywny przegląd :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.medicon.pl/images/_okladki/oxford---specjalnosci-klini.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="482" width="256" src="http://www.medicon.pl/images/_okladki/oxford---specjalnosci-klini.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;to w wersji angielskojęzycznej jest nie do namierzenia a jednak szanująca się firma za to zapłaciła :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.aktyka.pl/pictures/products/big/9788360955123_0.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="285" width="199" src="http://www.aktyka.pl/pictures/products/big/9788360955123_0.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_Fdg8jLbHya4/TUM-BFKtAmI/AAAAAAAAAo8/CocO4cqpGmY/s1600/zielinski2010.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="226" src="http://3.bp.blogspot.com/_Fdg8jLbHya4/TUM-BFKtAmI/AAAAAAAAAo8/CocO4cqpGmY/s320/zielinski2010.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_Fdg8jLbHya4/TUM-G-wXXgI/AAAAAAAAApE/ydu_oeHj4JA/s1600/zieli%25C5%2584ski-artyku%25C5%2582.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="241" src="http://4.bp.blogspot.com/_Fdg8jLbHya4/TUM-G-wXXgI/AAAAAAAAApE/ydu_oeHj4JA/s320/zieli%25C5%2584ski-artyku%25C5%2582.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_Fdg8jLbHya4/TUM-ZdwfmjI/AAAAAAAAApM/4BoH2-BN0VE/s1600/lewicka_tekst.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="226" src="http://2.bp.blogspot.com/_Fdg8jLbHya4/TUM-ZdwfmjI/AAAAAAAAApM/4BoH2-BN0VE/s320/lewicka_tekst.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;oraz to plus cała seria dodatkowych materiałów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_Fdg8jLbHya4/TUM_MONoUDI/AAAAAAAAApU/UPGQh0oT57s/s1600/antybiotyki.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="320" width="226" src="http://2.bp.blogspot.com/_Fdg8jLbHya4/TUM_MONoUDI/AAAAAAAAApU/UPGQh0oT57s/s320/antybiotyki.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wygląda na to, że moje dzieci żyją i mają się nieźle, służąc pożytkowi całego społeczeństwa. To całkiem fajna myśl na koniec dobrego dnia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-5823711023215914052?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/5823711023215914052/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/01/moje-dzieci-ktore-zyja-swoim-zyciem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/5823711023215914052'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/5823711023215914052'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/01/moje-dzieci-ktore-zyja-swoim-zyciem.html' title='Moje dzieci, które żyją swoim życiem'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_Fdg8jLbHya4/TUM-BFKtAmI/AAAAAAAAAo8/CocO4cqpGmY/s72-c/zielinski2010.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-5327263847443506516</id><published>2011-01-28T12:33:00.000-08:00</published><updated>2011-01-28T12:49:46.589-08:00</updated><title type='text'>Korekta autorska</title><content type='html'>... znaczy o podręczniku będzie mowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://ec1.images-amazon.com/images/P/0750675756.01._SX220_SCLZZZZZZZ_.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="289" width="220" src="http://ec1.images-amazon.com/images/P/0750675756.01._SX220_SCLZZZZZZZ_.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Takie coś będzie niedługo w naszym pięknym kraju dostępne, a w tym cudzie również rozdział 8 ręką moją pisany :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W życiu nic nie szło mi bardziej pod górę, muszę przyznać! Trzeci w życiu podręcznik i najboleśniejszy chyba. Pomijając kwestię "odpowiedniego dawania rzeczy - słowa", czyli nowej terminologii, która mnie tu jednakowoż nie zabolała ani nie podnieciła szczególnie, byłam bowiem w trakcie praktyk ze studentami MSc in Clinical Optometry, czyli bawiliśmy się tak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_Fdg8jLbHya4/TUMkX5C99zI/AAAAAAAAAos/GUfnxJs7kA0/s1600/lampa_ja_opto.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://2.bp.blogspot.com/_Fdg8jLbHya4/TUMkX5C99zI/AAAAAAAAAos/GUfnxJs7kA0/s320/lampa_ja_opto.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;a czasem nawet tak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_Fdg8jLbHya4/TUMr5C2ObjI/AAAAAAAAAo0/v3wEazeSLCI/s1600/aga_lampa_mini.jpg" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="240" width="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_Fdg8jLbHya4/TUMr5C2ObjI/AAAAAAAAAo0/v3wEazeSLCI/s320/aga_lampa_mini.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast obciążyła mnie psychicznie dość mocno kolejność przebiegu badania narządu wzroku, to smętne przejście od detalu do detalu.... i detaliczne opisywanie każdego detalu :) Żmudne i nudne. Jednak mam we krwi krótkie prace i zjazdy, gdzie wszystko miga jak w kalejdoskopie. W standardowej poradni zasnęłabym wkrótce snem wiecznym! Pomyśleć, że dla niektórych ten rozdział 8 to cała treść życia zawodowego....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozdział jednakowoż został napisany, a teraz stoję przed koniecznością wykonania korekty autorskiej (łomójbożeacototakiego?!) Przy dwóch poprzednich podręcznikach nie było tej sformalizowanej konieczności. Owszem, miałam "przejrzeć" tekst i opatrzyć komentarzami, ale bez konieczności używania znaków korektorskich. W tej chwili natomiast stoję sobie przed tą nieuchronną koniecznością... i stoję tak od 3 dni, a z przeglądarki złowieszczo wyziera następujący obrazek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://korekty.com/images/znaki_korektorskie.gif" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="490" width="434" src="http://korekty.com/images/znaki_korektorskie.gif" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;I jakim cudem ja, prosty człowiek dłubiący swoją rzeźbę w... właściwie ciężko uznać w czym, czasem w człowieku, czasem w lekach :) mam się na tym znać? Strachem przeokrutnym napawa mnie wrogi wzrok kręconych szlaczków, ale już jutro zapewne przyjdzie mi się z tym strachem zmierzyć!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-5327263847443506516?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/5327263847443506516/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/01/korekta-autorska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/5327263847443506516'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/5327263847443506516'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/01/korekta-autorska.html' title='Korekta autorska'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_Fdg8jLbHya4/TUMkX5C99zI/AAAAAAAAAos/GUfnxJs7kA0/s72-c/lampa_ja_opto.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-847988758572397855</id><published>2011-01-28T11:41:00.000-08:00</published><updated>2011-01-28T11:41:30.582-08:00</updated><title type='text'>Odpowiednie dać rzeczy - słowo...</title><content type='html'>... z bliżej nieznanych mi powodów moje polonistki podniecały się niesamowicie cytatem, który umieściłam w tytule tego wpisu. Może na skutek ich niezdrowych fascynacji ostał się on w mojej główce, mimo iż naukę języka ojczystego zakończyłam formalnie jakieś 11 lat temu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazuje się, że po tych 11 latach słowa te mogą mieć zupełnie żywy wydźwięk w moim życiu. Zostałam mianowicie postawiona w sytuacji, w której przyszło mi nazwać w tymże ojczystym języku pojęcia, o których nikt w nim do tej pory nie rozmawiał! Ot, przywilej tych, którzy jako pierwsi mają dostęp do wyników badań naukowych z całego świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod koniec grudnia spędziłam trochę czasu nad tekstem, który traktował o probiotykach. Dość intrygująco stwierdza autor w pierwszych słowach swoich rozważań, iż odwiecznym prześladowcą medycyny jest tyran, któremu na imię "terminologia". Słowa i określenia żyją dłużej niż ich użycie. Zastępowane są one nowymi zwrotami, które równie rychło wychodzą z obiegu stając się przeżytkiem w świetle nowych odkryć, postępu medycyny i zmieniających się jak w kalejdoskopie koncepcji. I dalej, w kontekście przyszłości probiotyków, przechodzi do opisu niejakich "pharmabiotics". W wielkim skrócie spełniają one kryteria probiotyku pomieszczając w sobie jednocześnie wszelkie postaci manipulacji lub ingerencji w interakcję drobnoustrój – gospodarz – dieta. I sęk w tym, że ów twór w polskojęzycznym leksykonie NIE występuje. Trzeba go było nazwać. Spłynęło na mnie poczucie powagi chwili i odpowiedzialności autorskiej. Po przeanalizowaniu za i przeciw, oraz wszelkich możliwych okoliczności powstało określenie "farmabiotyk pokarmowy", które z nieskrywaną dumą autorską przedstawiam i zachęcam do lektury "Probiotics in Perspective", FERGUS SHANAHAN, GASTROENTEROLOGY 2010;139:1808–1812 (lub rodzimej wersji "Przyszłość probiotyków" na www.stronadoktora.pl)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-847988758572397855?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/847988758572397855/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/01/odpowiednie-dac-rzeczy-sowo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/847988758572397855'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/847988758572397855'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2011/01/odpowiednie-dac-rzeczy-sowo.html' title='Odpowiednie dać rzeczy - słowo...'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-7181386685647364865</id><published>2010-06-07T13:20:00.000-07:00</published><updated>2010-06-07T13:20:46.150-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a href="http://www.imiaweb.org/default.asp"&gt;O tym&lt;/a&gt; dzisiaj będzie...&lt;br /&gt;I o moich wizjach (nie, nie piłam nic :P) zamiast o sztuce przekładu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;International Medical Interpreters Association to organizacja stawiająca sobie za cel doskonalenie w sztuce przekładu słowa żywego w medycynie.&lt;br /&gt;W naszym kraju, mało chwalebne będzie to, NIE MA na chwilę obecną certyfikowanego tłumacza medycznego. Sorry - nawet ja :)&lt;br /&gt;Dlaczego nie ma? Autorko droga, nie pisz tych słów, tylko pędź i się zacertyfikuj! Ano nie mogę. Dlaczego nie mogę? Bo na szerokim świecie o mojej parze językowej nie słyszano. Macki IMIA nie sięgają tak daleko, niestety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W związku z tym idea mnie dopadła i puścić, zołza, nie chce.&lt;br /&gt;Idea, aby na polskiej ziemi, w mieście obecnie zagrożonym zalaniem, stworzyć przedstawicielstwo IMIA, być pionierem w dziedzinie,  nieść z dumą ten kaganek oświaty ;) i po latach zapisać się w pamięci potomnych (i, daj Boże, historii polskiego przekładoznawstwa) jako twórca podwalin profesjonalnych tłumaczeń medycznych w Polsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czekam zatem pierwszej wolnej chwili - i tu subtelny problem, albowiem 400 stron leży i błaga o zmiłowanie w chwili obecnej..., dodatkowo 43 Kongres Polskiego Towarzystwa Okulistycznego za pasem, no i MSC in Clinical Optometry w toku niezmiennie przez kolejny rok. Mam jednak nadzieję na okoliczność Misiowych praktyk w lipcu/sierpniu znaleźć odrobinę czasu i zająć się projektem ze zwiększoną intensywnością. Misiowe praktyki = dużo mówię, mało piszę, czyli popołudniami FreeDom (chata wolna) :P Teoretycznie zatem będzie czas na pracę koncepcyjną, korespondencję intensywną z Amerykanowem itp. radosne zajęcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życzenia sukcesów w realizacji wizji mile widziane.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-7181386685647364865?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/7181386685647364865/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2010/06/o-tym-dzisiaj-bedzie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/7181386685647364865'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/7181386685647364865'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2010/06/o-tym-dzisiaj-bedzie.html' title=''/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-6698521844834165285</id><published>2010-05-16T12:42:00.000-07:00</published><updated>2010-05-16T12:42:27.129-07:00</updated><title type='text'>Gdy misie śpią....</title><content type='html'>Zainspirowały mnie nie dawniej jak dziś Moje Misie Kochane.&lt;br /&gt;Na początek słówko wyjaśnienia, kim są Moje Misie Kochane i skąd to radosne określenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż mogę z dumą oświadczyć, że od 3 m-cy radośnie partycypuję w projekcie MSc in Clinical Optometry. Projekt to wspólne dzieło Salus University i firmy Oko-Medica S.A. (btw, i to nie będzie wazelina - podziwiam szalone pomysły p. Tokarskiego - pełen szacunek....). W projekcie moja rola polega na przekładzie pomocy naukowych wszelkiej maści i pokroju, przekładzie znacznej części zajęć (wszystkie praktyczne z udziałem angielskojęzycznych wykładowców + ciut ponad połowa wykładów), dodatkowo na odpowiadaniu na dziwne pytania (typu: Czy do mojego projektu badawczego mogę włączyć materiały zdobyte w 2007 roku z populacji X??? Taaaak, sądzę że to będzie pasjonujące.....; Jak będą wyglądały zajęcia polskojęzyczne? Nie mam pojęcia; Kiedy na www pojawią się materiały nt X? U mnie pojawiły się tydzień temu...; Ile kosztuje wyjazd na praktyki do USA? Będzie to suma państwa kosztów i mojego uposażenia :D). Na okoliczność nakładających się na siebie zajęć, do zabawy zaprosiłam Piotra, mojego KonKabina (niewtajemniczonym przypomnę, że Piotr pojawił się w moim życiu zawodowym na okoliczność rekrutacji prowadzonej w 2006 r. dla CUJ LOGOS, najpierw był jednym z ok. 50, potem - po odsiewie CV - jednym z 4, a po rozmowach - został tylko on). Piotr startował ze mną medycznie (2007, Kongres PTO, Bydgoszcz, zaufało mi dwóch ciekawych ludzi - Marcin M. i prof. J. Kałużny) i niezmiennie pozostaje moim towarzyszem symultanicznych zmagań, a okazyjnie moim dublerem w ciekawych projektach - naprawdę solidna firma. O Piotrze więcej &lt;a href="http://www.piotr_kaminski.globtra.com/pl/"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt;. Piotr w tym projekcie zajmuje się drugą częścią wykładów oraz przygotowaniem materiałów pisemnych do swojej części zajęć (jako, że ja - jak żaba z dowcipu - jestem i piękna, i mądra, i "przeca się nie rozerwę" :P). Nad całością zabawy czuwa &lt;a href="http://csjlevel.pl/kontakt/"&gt;Marek&lt;/a&gt;, który nie przejawiając tendencji do pompowania ego kosztem ludu prostego, dał mi w tym projekcie ogromną swobodę działania i pewien obszar decyzyjności. Niniejszym dziękuję (mam nadzieję, że czasem tu zaglądasz). Rola Marka, poza oczywistym klikaniem w FORWARD :D :D :D polega na okresowym uniemożliwianiu ludziom dzwonienia do mnie (w okolicy okołodeadline'owej.. - hmmm, czy ten makaronizm ma szansę się przyjąć?), na przekładzie moich maili (a słynę z ciętego języka) na styl społecznie akceptowany :P, na poszukiwaniu źródeł (tą metodą jestem posiadaczką słynnego Bochenka), na tłumaczeniu klientowi docelowemu, że pewne rzeczy RZECZYWIŚCIE NIE SĄ WYKONALNE (np. przekład 7 prezentacji w jedną noc, kiedy pewna pani z USA cierpiała na przejściową demencję.....). Generalnie robi za Ułatwiacza Współpracy Między Tłumaczami A Klientem i nieźle mu to wychodzi. Dzięki temu rozumiemy się dobrze z p. Kasią, Agatą, p. Krzyśkiem i p. Sebastianem, i wzajemnie szanujemy swój wkład w projekt. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz o Misiach :) Otóż hasło "Misie" było się narodziło samoistnie w zeszłym tygodniu, kiedy to zaistniała konieczność przekazania studentom (2 grupy a 45 osób każda) informacji o materiałach. Mogłam to zrobić konwencjonalnie (przez mikrofon) ale dr Carol Beck wymyśliła, że doczepimy to do slajdów przewidzianych na ten moment. W związku z tym napisałam na ppt po polsku: "Misie Moje Kochane :-) Na ostatniej ławce leżą materiały. Weźcie sobie po 1 sztuce, bo ilość wyliczona". Na wejściu do sali każdy generował spontaniczny wybuch śmiechu i tą metodą Misie zostały Misiami :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do wątku głównego (jestem niekoronowanym królem dygresji). Miś też człowiek i spać musi. A kiedy Misie mają konieczność pracy zawodowej (uprzejmie przypomnę, że jest to 8h/d.), dodatkowo wypadałoby czegoś się nauczyć w tzw. międzyczasie, a potem - 2 x m-c - przyjechać ze swojego Wrocławia, Gdańska czy Krakowa (wstawić dowolne równie odległe) i pozostawać w stanie znacznego pobudzenia umysłowego (i trzeźwego myślenia) przez kolejne 24-28 h (tyle pracujemy w ciągu jednego zjazdu), to świętego by zmogło! Tym bardziej zaś Misia. W związku z czym zaobserwowałam dziś z pewną taką nieśmiałością (i niedowierzaniem), że Misie śpią... Toczy się pasjonująca Bajka O Receptorach i Ligandach, jeden Miś opiera głowę na ławce, drugiemu nawet tego nie trzeba, reszta dzielnie walczy - rozumiem ich jak nikt, walczę wszakże i ja.... Co zrobić???&lt;br /&gt;"Mówca: So what is the major complaint of patients with myastenia gravis?&lt;br /&gt;Tłumacz: Z jaką główną dolegliwością zgłaszają się pacjenci z miastenią?&lt;br /&gt;Misie: (cisza przerywana chrapaniem okolicznościowym)&lt;br /&gt;Mówca: (lekka konsternacja)&lt;br /&gt;Tłumacz: No dobra, przychodzi baba do lekarza.... Zakładamy, że baba ma miastenię. I co????&lt;br /&gt;Misie: (gromkie salwy śmiechu. Miś po lewej w ostatnim rzędzie wreszcie się obudził, obserwuje się oznaki aktywności umysłowej....)"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albo inaczej: jest 8 rano. Pierwszego dnia pracowaliśmy do 21, drugiego do 17, wszyscy padają.... I dalej:&lt;br /&gt;Mówca: "As you remember, yesterday we finished talking about CNS and ended up talking about neurodegenerative diseases&lt;br /&gt;Tłumacz: Jak państwo pamiętają, wczorajszy dzień zakończyliśmy rozmawiając o OUN a dokładniej o chorobach neurodegeneracyjnych&lt;br /&gt;Mówca: (do tłumacza) they seem to be sleeping and not to pay attention....&lt;br /&gt;Tłumacz: (do mówcy) I'll wake them up... may I?&lt;br /&gt;Mówca: (do tłumacza) sure, go on!&lt;br /&gt;Tłumacz: Wobec tego w ramach powtórki. Proszę państwa, jaka jest różnica m. chorobą Parkinsona a Alzheimera????&lt;br /&gt;Misie: (przeszukują szybko notatki, zaczynają klecić wypowiedzi o równowadze m. dopaminą a acetylocholiną istotnej dla poruszania się, utracie pamięci etc.)&lt;br /&gt;Tłumacz: Źle, proszę państwa, źle...&lt;br /&gt;Misie: no jak źle, skoro.... (bla bla bla...)&lt;br /&gt;Tłumacz: Otóż różnic brak. Bo co za różnica, czy piwo nam się wyleje, czy zapomnimy, gdzie je postawiliśmy?&lt;br /&gt;Misie: (zbiorowy wybuch śmiechu, ożywienie widoczne gołym okiem)&lt;br /&gt;Wykładowca: So the management of Alzheimer's disease as I mentioned would include...."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy ktoś ma jeszcze jakieś sposoby na śpiące Misie??????&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-6698521844834165285?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/6698521844834165285/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2010/05/gdy-misie-spia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/6698521844834165285'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/6698521844834165285'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2010/05/gdy-misie-spia.html' title='Gdy misie śpią....'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-8632670352915689729</id><published>2010-05-09T15:22:00.000-07:00</published><updated>2010-05-09T15:22:22.121-07:00</updated><title type='text'>Przegląd literatury...</title><content type='html'>Postanowiłam przejrzeć fora tłumaczy i spróbować opracować kanon lektur (nad)obowiązkowych dla (nad)obowiązkowych. Lektur traktujących oczywiście o sztuce przekładu - czyli tłumaczących, jak tłumaczyć :) Oto znaleziska:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- K. Lipiński: "Vademecum tłumacza"&lt;br /&gt;- A. Voellnagel: "Jak nie tłumaczyć tekstów technicznych"&lt;br /&gt;- G. Steiner: "Po wieży Babel. Problemy języka i przekładu"&lt;br /&gt;- E. Tabakowska: "Językoznawstwo kognitywne a poetyka przekładu"&lt;br /&gt;- Lawrence Venuti: "The Translator's Invisibility: A History of Translation"&lt;br /&gt;- Arkadiusz Belczyk: "Poradnik Tłumacza"&lt;br /&gt;- Arkadiusz Belczyk: "Tłumaczenie Filmów"&lt;br /&gt;- Leszek Berezowski: "Jak czytać i rozumieć angielskie umowy"&lt;br /&gt;- Elżbieta Tabakowska: "O przekładzie na przykładzie. Rozprawa tłumacza z „Europą” Normana Daviesa"&lt;br /&gt;- Elżbieta Tabakowska: "Tłumacząc się z tłumaczenia"&lt;br /&gt;- Stanisław Barańczak: "Ocalone w tłumaczeniu"&lt;br /&gt;- Stanisław Barańczak: "Tablica z Macondo by Stanisław Barańczak"&lt;br /&gt;- Jan Parandowski: "Alchemia słowa"&lt;br /&gt;- Anna Jopek-Bosiacka: "Przekład prawny i sądowy"&lt;br /&gt;- J. Kozak: "Przekład literacki jako metafora"&lt;br /&gt;- Teresa Tomaszkiewicz: "Przekład audiowizualny" &lt;br /&gt;- Małgorzata Tryuk: "Przekład ustny środowiskowy"&lt;br /&gt;- Małgorzata Tryuk: "Przekład ustny konferencyjny"&lt;br /&gt;- Ł. Bogucki: "Tłumaczenie wspomagane komputerowo" &lt;br /&gt;- Danuta Kierzkowska: "Tłumaczenie prawnicze" &lt;br /&gt;- Krzysztof Lipiński: "Vademecum tłumacza" &lt;br /&gt;- Krzysztof Lipiński: "Mity przekładoznawstwa"&lt;br /&gt;- Edward Balcerzan: "Pisarze polscy o sztuce przekładu 1440-1974 (antologia)"&lt;br /&gt;- Andrew Gillies: "Conference Interpreting"&lt;br /&gt;- Daniel Gile: "Basic Concepts and Models for Interpreter and Translator training"&lt;br /&gt;- B.Z. Kielar: "Zarys translatoryki"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwie ostatnie pozycje rekomenduję Państwu osobiście biorąc odpowiedzialność z tytułu skarg na zmarnowany na lekturę czas :-)&lt;br /&gt;Za podpowiedzi dotyczące pozostałych serdecznie dziękuję uczestnikom grupy "Przekładoznawstwo" na portalu GoldenLine. Jednocześnie ośmielam się zaprosić Państwa do aktywności na forach branżowych choćby tu:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://forumtlumaczy.pl/"&gt;Branżowe Forum Tłumaczy by zaprzyjaźniony Marcin M.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;bądź tu:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.globtra.com/forum/"&gt;Forum Portalu GlobTra&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;tudzież tu:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.goldenline.pl/grupa/przekladoznawstwo/"&gt;Grupa GL: Przekładoznawstwo - moja inspiracja aktualna&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;ewentualnie jeszcze tu:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.goldenline.pl/grupa/tlumacze/"&gt;Nie mniej inspirująca grupa GL: Tłumacze&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Efekt synergistyczny zawsze jest mile widziany. Inspirujmy się wzajemnie.&lt;br /&gt;Dobranoc!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-8632670352915689729?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/8632670352915689729/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2010/05/przeglad-literatury.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/8632670352915689729'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/8632670352915689729'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2010/05/przeglad-literatury.html' title='Przegląd literatury...'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-1025689090430647773</id><published>2010-02-03T08:12:00.000-08:00</published><updated>2010-02-03T08:12:45.182-08:00</updated><title type='text'>Kilka sposobów na brak weny twórczej...</title><content type='html'>W diagnostyce może być objawem depresji, inni nazywają to "przypadłością wspólną zdrowej części ludzkości", w portfelu może skutkować spustoszeniem... jakkolwiek zwać, chodzi o niechciejstwo pospolite, nazywane przez niektórych dość dosadnie - lenistwem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oby mi się chciało tak, jak mi się nie chce - jest to moje osobiste credo przez ostatnie kilka tygodni. Postanowiłam zatem, poruszona własnym wszystkojednyzmem i tumiwisizmem, dokonać podsumowania strategii antyleniowych, czyli ująć w tym spisie wszystko, co można zrobić, gdy zlecenia spływają, deadlines zbliżają się wielkimi krokami a nam SIĘ NIE CHCE.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wskazówka nr 1 - ustal, dlaczego ci się nie chce&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spędź trochę czasu na poukładaniu faktów. Co masz do zrobienia? Ile masz na to czasu? Co cię powstrzymuje. Jaką gratyfikację chcesz uzyskać na okoliczność ukończenia zadania? (można ją sobie przy okazji zwizualizować)... Następnie, pora na krok drugi:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wskazówka nr 2 - idź na spacer&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pieszo obowiązkowo, można pobiegać, poskakać, potańczyć, generalnie dotlenić się, troszkę zmarznąć... Ruch przyspiesza krążenie, co z kolei daje wrażenie większej energii, zmniejsza uczucie ospałości i może dodatkowo zmotywować. Dotleniony mózg również chętniej współpracuje ze swoim właścicielem :) Teraz można już wykonać krok trzeci:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wskazówka nr 3 - zaplanuj pracę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podziel posiadane zadanie na mniejsze części, wyznacz termin na wykonanie każdego z nich, ustal kolejność wykonywanych działań. Spisz to koniecznie (słowo pisane ma większą moc)! Pamiętaj, aby w planach uwzględnić czas na posiłki i sen (mnie zdarzało się czasem o tym zapomnieć). W tym wszystkim warto pamiętać o jeszcze jednym detalu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wskazówka nr 4 - urozmaicaj sobie pracę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Monotonia zabija! Zapomniał o tym Henry Ford, każąc swoim pracownikom specjalizować się we "wkręcaniu śrubki nr 8". Pamiętali natomiast twórcy takich pojęć, jak "job enlargement" i "job enrichment", którzy w spuściźnie po sobie pozostawili wniosek, że rozszerzanie zakresu zadań i zwiększanie ich liczby powoduje, że praca jawi się nam jako ciekawsza i, tym samym, czujemy się bardziej zmotywowani do jej wykonania. Może to mieć postać pracy nad tekstem od kilku stron: najpierw od początku, potem - po odczuciu znudzenia/ znużenia - od końca i dla zróżnicowania zadania, jakiś fragment w środku tekstu (najmocniej na ogół doskwiera mi żmudna praca nad długimi tekstami, stąd przykłady wzięte z własnego ogródka). Po kilku słowach na temat motywacji czas na kolejny etap:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wskazówka nr 5 - rozliczaj się z wyników cząstkowych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Udzielaj pochwał, pilnuj terminów, bądź managerem własnego czasu i ceń siebie jako najcenniejszy własny zasób kadrowy :) Możesz wypłacić sobie premię - jakąś niewielką gratyfikację za ukończone poszczególne etapy zadania: długa kąpiel, lektura artykułu w ulubionym czasopiśmie (jednego - nie marnuj czasu!), telefon do przyjaciela (przyjaciółki, mamy, babci, teściowej - niepotrzebne skreślić - w każdym razie do kogoś, rozmowa z kim zadziała motywująco i z kim możesz podzielić się radością z kolejnego drobnego sukcesu). Postaraj się, abyś nie musiał udzielić sobie reprymendy! Bądź wyrozumiałym pracownikiem dla siebie - managera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wskazówka nr 6 - Zadbaj o otoczenie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Człowiek staje się "bardziej poukładany" w uporządkowanym otoczeniu. Może czas sprzątnąć biurko? Albo odkurzyć pokój? A może wypadałoby otworzyć okno i wpuścić trochę światła i świeżego powietrza?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wskazówka nr 7 - Naucz się odpoczywać&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepiej pracują ci, którzy potrafią też dobrze odpoczywać. Sądzisz, że jako wcielenie niechciejstwa pospolitego potrafisz to robić? Nic bardziej błędnego! Może się bowiem okazać, że niechciejstwo pospolite ma swoje korzenie właśnie w braku umiejętności wypoczywania. Wypoczynek wyklucza myślenie o pracy. Jeśli praca zajmuje twoje myśli przez 16 z 24 godzin w ciągu dnia (zakładając optymistycznie, że śpisz 8 godzin na dobę), nie ma technicznej możliwości, a prawdopodobieństwo jest równe zeru, że kiedykolwiek poznasz smak prawdziwego relaksu. Wypoczynek zaczyna się od myśli. Przyjemne myśli rozluźniają mięśnie, te zaś dają ciału uczucie odpoczynku... Wypoczęte ciało (i zamknięty w nim mózg) jest silniejsze i pracuje wydajniej - takie koło wzajemnych zależności. Odpoczynku zatem warto się nauczyć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na zakończenie nie pozostaje mi nic innego, niż życzyć Państwu przyjemnej pracy! Wracam zatem do moich 100 stron... Na zakończenie dedykacja z serdecznymi pozdrowieniami dla zapracowanych!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/O9KbQyrxSIo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;color1=0x402061&amp;color2=0x9461ca"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/O9KbQyrxSIo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;color1=0x402061&amp;color2=0x9461ca" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-1025689090430647773?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/1025689090430647773/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2010/02/kilka-sposobow-na-brak-weny-tworczej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/1025689090430647773'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/1025689090430647773'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2010/02/kilka-sposobow-na-brak-weny-tworczej.html' title='Kilka sposobów na brak weny twórczej...'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-5280701307029987680</id><published>2009-12-26T12:21:00.000-08:00</published><updated>2009-12-26T12:21:09.564-08:00</updated><title type='text'>Rozrywki ciąg dalszy - wielojęzyczność</title><content type='html'>Odwieczne pytanie: Czy lepsze jest wrogiem dobrego? W co warto zainwestować - w jeden język na poziomie C2 czy kilka(naście) na A1 ? :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W temacie rozmyślań o wielojęzyczności wyszperałam coś takiego....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="445" height="364"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/VQHOLdlXL5o&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01&amp;border=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/VQHOLdlXL5o&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;color1=0xe1600f&amp;color2=0xfebd01&amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="445" height="364"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-5280701307029987680?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/5280701307029987680/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2009/12/rozrywki-ciag-dalszy-wielojezycznosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/5280701307029987680'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/5280701307029987680'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2009/12/rozrywki-ciag-dalszy-wielojezycznosc.html' title='Rozrywki ciąg dalszy - wielojęzyczność'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-5525740285358694239</id><published>2009-12-26T07:44:00.001-08:00</published><updated>2009-12-26T07:44:42.100-08:00</updated><title type='text'>Czypińdziesiąt od godziny - brutto ma się rozumieć...</title><content type='html'>Nie sądzę, żeby płacili mu więcej... Have fun!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/mE-LPdvnbhM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/mE-LPdvnbhM&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-5525740285358694239?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/5525740285358694239/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2009/12/czypindziesiat-od-godziny-brutto-ma-sie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/5525740285358694239'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/5525740285358694239'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2009/12/czypindziesiat-od-godziny-brutto-ma-sie.html' title='Czypińdziesiąt od godziny - brutto ma się rozumieć...'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-813479492794548840</id><published>2009-12-25T06:10:00.000-08:00</published><updated>2009-12-25T06:55:53.682-08:00</updated><title type='text'>Świątecznie, czyli alternatywa do karpia</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;Zdarzają się takie sytuacje, kiedy w połowie płomiennego wystąpienia pada określenie zupełnie z kosmosu, którego znajomość w znaczący sposób wpłynie na zrozumienie przez audytorium treści owego wystąpienia. Co wtedy?&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;a) tłumacz "robi karpia" czyli otwiera dziób, w słuchawkach słychać żenującą ciszę, lub - co gorsza - buczący dźwięk "yyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy"&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;b) tłumacz pomija fragment z niewygodnym wyrażeniem i nieustraszenie brnie dalej&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;c) tłumacz rozkłada warsztat tkacki, czyli łata dziury objaśniając wyrażenie metodą "na okrętkę"&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;Skąd biorą się takie sytuacje i w jaki sposób można minimalizować szanse ich wystąpienia? Jest to tematem opracowania Daniela Gile zatytułowanego "Basic Concepts and Models for Interpreter and Translator training" (tj. Podstawowe Koncepty i Modele w szkoleniu Tłumaczy Ustnych i Pisemnych"). Opracowanie to pochodzi z roku 1995 i na stronach 191-201 podaje szereg "strategii przetrwania" w przekładzie ustnym. Poniżej zamieszczam ich krótkie omówienie.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;Przyczynami sytuacji problemowych w tłumaczeniu symultanicznym, wg Gile'a są:&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;- ograniczona możliwość przetwarzania informacji&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;- niewłaściwe korzystanie z umiejętności przetwarzania informacji&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;- luki w wiedzy tłumacza&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;Co można z tym zrobić? Gile podaje szereg strategii (w nawiasach komentarze własne autorki):&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;- wydłużenie czasu odpowiedzi (czyli czekamy, aż mówca wyjaśni, co właściwie ma na myśli, jednocześnie przeszukując swoje zasoby mentalne...)&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;- rekonstrukcja fragmentu tekstu z wykorzystaniem kontekstu oraz własnej wiedzy pozalingwistycznej tłumacza (w sytuacji, gdy brak zrozumienia słowa mówionego wynika z wady wymowy mówcy, zakłóceń technicznych, lub prostego faktu, że mówca tańczy na scenie mając na niej zaledwie jeden, zupełnie niemobilny mikrofon - niestety autentyk)&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;- "telefon do przyjaciela" :P czyli konkabinie pomóż! (i tu uczulam szanowne tandemy: nie czytajcie gazet, nie wychodźcie z kabiny gdy kolega lub koleżanka wyciska z siebie siódme poty... róbcie notatki, szperajcie w słownikach internetowych, bądźcie na bieżąco, by w razie potrzeby "podrzucić" właściwe słowo, lub całkiem przejąć tłumaczenie)&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;- szybki rzut oka w dokumenty, prezentacje, słowniki i inne źródła, które zgromadziliśmy w kabinie (tu kolejna sugestia: warto robić glosariusze! wiem, że praca nad nimi daje piękne wrażenie upupienia i żenującej dziedzinady, niemniej warto. W kabinie na ogół brak jest czasu nawet na łyk wody, stąd dobry glosariusz - przygotowany wg kolejności myśli w wystąpieniu mówcy i uwzględniający całość kluczowego słownictwa - jest wyjątkowo użytecznym narzędziem. Wskazówka druga: jeżeli we wszystkich wystąpieniach przewijają się te same słowa, warto spisać je na osobnej kartce, wydrukować większą czcionką i np. zamocować na ścianie kabiny - gdy w trakcie mówienia zabraknie słowa, rzut oka na ścianę wystarczy. Nie zapomnijcie zabrać ze sobą taśmy klejącej lub innego przytwierdzacza!)&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;- parafraza (czyli warsztat tkacki, wspomniany powyżej)&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;- zastąpienie określenia szczegółowego terminem bardziej ogólnym (czyli co zrobić, gdy padnie bełkotliwie wymówione nazwisko jakiegoś autorytetu... można powiedzieć "jeden z ekspertów", "mój przedmówca", "profesor, którego wiedzę wysoko cenię..."). Często tego typu sytuacje problemowe biorą się ze zbyt dużego opóźnienia tłumacza w stosunku do mówcy, po prostu nasza pamięć krótkoterminowa (ta od liczb, nazwisk i miejscowości) po prostu nie wyrabia na zakrętach. Warto zatem unikać wydłużania tego interwału w nieskończoność, o ile nie zmuszają nas do tego okoliczności (patrz punkt pierwszy niniejszego omówienia).&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;- użycie określenia oryginalnego w języku źródłowym (zwłaszcza w przypadku nazwisk i skomplikowanych nazw technicznych). W praktyce powiem: "i to zjawisko nosi angielską nazwę xxx". Skutek jest taki, że przy wprawnym zastosowaniu tej techniki, słuchacze nie są świadomi, że tłumacz miał jakikolwiek problem, gdyż wygląda to na zabieg celowy"&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;- naturalizacja określeń obcobrzmiących (i tu ma swoje korzenie ogromna rzesza tzw. internacjonalizmów - jako przykłady banalne przychodzą mi do głowy "confocal microscopy" czy "tympanoplasty" etc.)&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;- transkodowanie (metoda równie użyteczna, co niebezpieczna. Użyteczna w przypadku licznych zapożyczeń m. L1 i L2, podobieństwa Leksykonów obu języków oraz wiedzy słuchaczy z zakresu terminologii fachowej w obu językach. Niebezpieczna, bo prowadzi do dziwnych neologizmów, które - użyte jednorazowo - można znieść i wybaczyć, natomiast mają one złośliwy talent przenikania do słowa pisanego. I tak dochodzimy do sytuacji znanej mi z ostatniej rozmowy z szefem kliniki neurologii jednego z uniwersytetów medycznych. Otóż, popełnił on pracę badawczą, wysoko ocenioną przez rodzimych ekspertów. Zapragnął tę pracę opublikować w jednym z periodyków amerykańskich, przełożył sobie zatem artykuł na j. angielski samodzielnie - korzystając z tego, co koledzy po fachu publikowali wcześniej, z tego co słyszał na konferencjach i czytywał w książkach abstraktów otrzymywanych na okoliczność każdego zjazdu. Pracę pokazał koleżance po fachu, znanej z kompetencji językowych - tłumaczyła pisemnie po godzinach - która uznała ją za dobrze napisaną. Przesłał zatem tekst do wydawnictwa i po tygodniu otrzymał odpowiedź: "Szanowny Panie Profesorze. Pańskie opracowanie wzbudziło nasze zainteresowanie. Z pewnością jest to kolejny krok naprzód w terapii xxx. Jednakże słownictwo użyte w pracy uznajemy za niedopuszczalne w publikacji naukowej. Prosimy o korektę leksykalno - gramatyczną. Z poważaniem, NN" Tu wypada podziękować twórcom neologizmów na drodze transkodowania... kochani, używajmy słowników, przygotowujmy się solidnie, nie produkujmy kalek językowych... kalki pozostawmy producentom artykułów biurowych!)&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;- uczciwe przyznanie się przed słuchaczami do problemu (w praktyce: "i niestety, nie usłyszałam ostatniej części pytania", "jak mówił autor, którego nazwiska tłumacz nie zdążył zapamiętać". Wskazówka: zaleca się korzystanie z tej strategii w momencie, gdy nasz brak zrozumienia da się obiektywnie uzasadnić - nieużywaniem mikrofonu przez mówcę, zakłóceniami w transmisji przy videokonferencjach, kaszlem lub innymi zakłóceniami ze strony audytorium - potrafią czasem dać w kość!; błyskawiczną zmianą slajdu itp. itd.)&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;- skierowanie uwagi słuchaczy na inne źródło wiedzy (czyli: nie zrozumiałeś? powiedz "co widać na niniejszym wykresie" lub "mają państwo te dane na slajdzie")&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;- pominięcie informacji (nie mówimy tu o brakach pamięci krótkoterminowej, tylko o celowym pominięciu fragmentu, bo przetworzenie go zajmie zbyt dużo czasu, a przecież "show must go on", tu zaleca się ostrożność, nie wszystko co mało istotne z naszego punktu widzenia, jest takie z punktu widzenia słuchaczy czy mówcy! To taka postać manipulowania informacją na mikroskalę w moim prywatnym odczuciu - może nam dać złudzenie władzy, a naszym słuchaczom przekonanie o naszej niekompetencji.)&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;- powiedzenie czegokolwiek, co posiada przysłowiowe "ręce i nogi" :-) W sytuacji gdy warunki pracy są wyjątkowo złe, można dany fragm. wypowiedzi zastąpić czymś, co nie będzie wiernym odzwierciedleniem wypowiedzi mówcy (vide "Asteriks i Obeliks: Misja Kleopatra" i zręcznie wpleciony materiał o languście:&lt;/p&gt;&lt;object width="560" height="340"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/2mdbOsQ9H2Y&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/2mdbOsQ9H2Y&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;- wyłączenie mikrofonu: tu widzę dwie opcje&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Opcja nr 1 = zawodowy foch zmanierowanego tłumacza "Ja nie jestem w stanie pracować w tak siermiężnych warunkach!"&lt;/p&gt;&lt;p align="justify"&gt;Opcja nr 2 = KK = kompletna klapa = ratuj się kto może, uciekać z kabiny i obym więcej nie patrzył w oczy zleceniodawcy!&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;Mam nadzieję, że powyższy przegląd alternatyw utwierdził Państwa w przekonaniu, że langusta jest lepsza niż karp!&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-813479492794548840?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/813479492794548840/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2009/12/swiatecznie-czyli-alternatywa-do-karpia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/813479492794548840'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/813479492794548840'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2009/12/swiatecznie-czyli-alternatywa-do-karpia.html' title='Świątecznie, czyli alternatywa do karpia'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-3438501810954602362</id><published>2009-12-23T03:22:00.000-08:00</published><updated>2009-12-23T03:22:04.026-08:00</updated><title type='text'>***</title><content type='html'>Podobno za dużo moralizuję i w ogóle przynudzam - domowy krytyk zgłosił taki komentarz. Wpisać go się nie odważył. Wobec tego, wbrew konwencji sztywności i trzymanego mocnym uchwytem analnym kija, życzę Państwu dobrej zabawy z Maciejem Stuhrem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/KbIohLTzuvU&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/KbIohLTzuvU&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-3438501810954602362?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='enclosure' type='' href='http://www.youtube.com/watch?v=KbIohLTzuvU' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/3438501810954602362/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2009/12/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/3438501810954602362'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/3438501810954602362'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2009/12/blog-post.html' title='***'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-6383025346001626830</id><published>2009-12-22T18:18:00.000-08:00</published><updated>2009-12-23T03:24:31.943-08:00</updated><title type='text'>Kulinaria...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O salami tym razem :-)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pytanie na początek: co łączy tłumacza z salami?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pozostawiając Państwa w chwilowym oczekiwaniu na odpowiedź, pozornie zmienię temat. Wyobraźmy sobie najnudniejsze spotkanie świata. Gotowe? Świetnie. Do naszego mentalnego wyobrażenia najnudniejszego spotkania świata dołóżmy obraz najnudniejszego i najgorszego mówcy, jakiego ziemia nosiła. Trudne? eeee... chyba nie :-) kiepskich mówców dokoła na pęczki. Skoro zatem udało się Państwu odmalować w umysłach nudnego mówcę na nudnym spotkaniu, &amp;nbsp;proszę wyobrazić sobie, że ten mówca ma wygłosić na owym spotkaniu godzinny - powiedzmy - wykład. Co będzie charakteryzowało to wystąpienie? Myślę, że nie ma wątpliwości: będą to nieskładne, rozbudowane dygresje. Nudny mówca, mówiąc nudnym tonem, będzie budował zdania wielokrotnie złożone, których długość sięgać może kilkunastu członów (uprasza się o miłosierne nieprzeliczanie członów zdań budowanych przeze mnie na łamach niniejszego bloga). Każdy z tych członów zaś omawiał będzie zupełnie inny temat. Znamy to skądś, nieprawdaż? Wstawmy w ten jakże realistyczny kontekst naszego tłumacza. Zadanie standardowe: na sali siedzą obcokrajowcy, którzy "nie chcom ale muszom" wysłuchać nudnego wystąpienia kiepskiego mówcy. Należy owo wystąpienie przełożyć.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Żeby mogli Państwo się lepiej wczuć - oto próbka dygresji od dygresji :)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/NJpvvczwmd8&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/NJpvvczwmd8&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cóż robi wtedy tłumacz? Może, oczywiście, postąpić jak w starej anegdocie. Tu zatrzymam się i opowiem Państwu tę anegdotę. Trwa międzynarodowe spotkanie na szczycie, tłumaczone konsekutywnie. Jeden ze znamienitych uczestników zabiera głos. Bryluje, uprawia dygresje, nie dopuszcza tłumacza do głosu. Produkuje się tak ok 10 min. Następnie tłumacz: jedno słowo. Kolejna seria - tłumacz znów jedno słowo. W podobnym rytmie całe przemówienie. Na zakończenie tłumacz mówi dwa słowa. Oklaski rzęsiste, żaden polityk nie był tak oklaskiwany w tym kraju. W czym tkwił sukces? W przekładzie. Całe przemówienie streścić można następująco: polityk - 10 min, tłumacz: "ględzi"; polityk - 10 min, tłumacz: "ględzi"... itp itd. Na koniec polityk 10 min, tłumacz: "przestał ględzić" :-) Oczywiście, sposobu powyższego nie zalecam.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tłumacz może też wezwać na pomoc salami. Nie, nie chcę doradzać nikomu robienia przerw w pracy podczas nudnych wystąpień. Nie jest to czas na kanapkę. Salami w żargonie profesjonalnym to pewien sposób uporządkowania przekładu. Z jednozdaniowej wypowiedzi &amp;nbsp;- wieloczłonowej i wielowątkowej, uzyskuje się w drugim języku wypowiedź kilkuzdaniową, w obrębie której istnieją logiczne powiązania między jej poszczególnymi elementami. Więcej informacji na ten temat znajdą Państwo w 14 rozdziale podręcznika "Zarys translatoryki" prof. B.Z. Kielar - zachęcam do lektury, jest to jeden z najbardziej inspirujących podręczników z dziedziny translatoryki, z jakim się spotkałam.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-6383025346001626830?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/6383025346001626830/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2009/12/kulinaria.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/6383025346001626830'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/6383025346001626830'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2009/12/kulinaria.html' title='Kulinaria...'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-5623821861589924555</id><published>2009-12-22T17:34:00.000-08:00</published><updated>2009-12-22T17:36:08.700-08:00</updated><title type='text'>Elementy zoologii w przekładzie :) - cz. 2</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tym razem, zgodnie z zapowiedzią, będzie o ośmiornicy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tłumacz przypomina ośmiornicę z kilku względów. Przede wszystkim, jak głosi opinia obiegowa, odnóża ośmiornicy są wielofunkcyjne i pozwalają jej na koordynację kilku zadań jednocześnie. Podobnie wielofunkcyjnym zwierzęciem powinien być tłumacz, z wysoce pożądaną umiejętnością koordynacji kilku projektów, godzenia interesów różnych grup (np. przy przekładzie negocjacji), ogarnięcia kilku dziedzin - i tu się zatrzymajmy. Warto poświęcić kilka linijek tekstu rozważaniom nad odwiecznym konfliktem: wielofunkcyjność kontra specjalizacja. Obie opcje mają chyba równe liczebnie obozy zwolenników i przeciwników. Obie opcje niosą za sobą różne korzyści oraz niebezpieczeństwa. Przyjrzyjmy się im bliżej. Wielofunkcyjność - nierozłącznie związana z różnorodnością, daje możliwość "spróbowania świata", co jest fajne na początku kariery, kiedy człowiek nie ma jeszcze pewności, w czym chce utkwić do końca życia. Oferuje również sposobność zdobycia doświadczeń w szeregu dziedzin, stąd większe poczucie sukcesu i rozwoju - z każdym dniem (początkujący) tłumacz uczy się czegoś nowego, odmiennego... czegoś, czego być może nie będzie miał okazji ponownie wykorzystać w praktyce :-), albowiem jako tłumacz wielofunkcyjny następnego dnia otrzyma zlecenie z zupełnie innej dziedziny. I nauka znów zacznie się od nowa...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy warto? Czas na omówienie wad takiej sytuacji zawodowej. Z pewnością naczelną przykrą konsekwencją jest tu fakt, iż owo - z pozoru szerokie - doświadczenie zawodowe i wiedza zadziwiają wręcz, a nawet szokują swoją płytkością. Czy "tłumacz wielofunkcyjny" z dwuletnim stażem po przełożeniu 2 instrukcji obsługi maszyn ciężkich może stanąć w szranki z wiedzą i doświadczeniem tłumacza technicznego z dwuletnim stażem, który takich instrukcji przełożył, powiedzmy, 20 ? Albo: czy ten sam tłumacz, mając w CV przekład 3 kompletów dokumentacji pacjenta, może stwierdzić, że jego wiedza z zakresu terminologii medycznej nie ustępuje w niczym kompetencjom tłumacza medycznego, który całe dwa lata poświęcił przekładowi takiej dokumentacji oraz kilkudziesięciu artykułów naukowych? Ryzyko nr 1 brzmi: robiąc wiele, można pozostać nikim. Ale ale - czytelnik zawoła - a ten ogromny postęp opisywany zaledwie 10 linijek tekstu wyżej? Otóż, jest to szczególny rodzaj złudzenia...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wtajemniczeni z pewnością pamiętają z zajęć dla studentów pierwszego roku (jakkolwiek by się nazywały: metodyka, teoria uczenia się i nauczania, czy cokolwiek fantazja władzom Alma Mater podsunęła do uczonych głów), iż na etapie początkowym nauki języka obcego (a cokolwiek by mówić, technolekty wszelakie to narzecza obce - czy jest to specjalistyczna terminologia branżowa w języku ojczystym, czy w drugim języku, choćby nasze kompetencje językowe sięgały pułapu dwujęzyczności) postęp dostrzega się z łatwością i jest on dość wymierny, podczas gdy na etapie średniozaawansowanym postępy stają się subtelniejsze, stąd ich zauważenie jest utrudnione. Skoro zatem technolekty to języki obce, można się spodziewać, iż początkowy z nimi kontakt zaowocuje szybkim i widocznym postępem (z wiedzy pt. Nic, robi się Coś), który wraz z nabywaniem doświadczenia i dłuższym/ częstszym obcowaniem z technolektem będzie zdawał się spowalniać. Spowalniać - bo przejście z ogólności do pewnego poziomu szczegółowości może już nie być tak spektakularne jak kontrast "nic-coś". I tu tkwi kolejne ryzyko. Harmer (tak, państwo angliści, ten sam dobry Harmer, The Practice of English Language Teaching, s. 44) nazywa je pięknie "plateau effect". Polega ono, mówiąc oględnie, na zagubieniu człowieka w gąszczu tego, czego już dokonał oraz jego rzeczywistych możliwości. Osoba ucząca się drugiego języka, pisze Harmer, wobec braku widocznych postępów może dojść do wniosku, że nic więcej nie da się zrobić w tym temacie: zaakceptuje obecny poziom kompetencji językowych jako maksymalny możliwy do osiągnięcia i jako poziom satysfakcjonujący z punktu widzenia własnych potrzeb komunikacyjnych. Czy tłumaczowi - miłośnikowi słowa - może grozić coś podobnego? Może. Wracając jeszcze raz do przyjętego wcześniej założenia, że technolekty są językami obcymi, tłumacz mając do czynienia z mnogością technolektów, zdobywając w każdym z nich podstawowe umiejętności (kolokwialnie mówiąc "ogarniając sytuację") mógłby w pewnym momencie zagubić się... stracić z oczu obiektywny obraz tego, czego już dokonał, a czego jeszcze mu brakuje. Choćby z braku czasu oraz stałego kontaktu z danym technolektem, powszechnych problemów w przypadku tłumaczy wielofunkcyjnych, które uniemożliwiają zagłębianie się w szczegóły. Indukuje to osiągnięcia nieadekwatne do możliwości (underachievement). I to w zasadzie jest geneza zjawiska zatytułowanego "bylejaki, przeciętny tłumacz" - od których zachowaj nas Panie!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli zechcemy omawiany konflikt przeanalizować od strony ekonomicznej, wynik dla obu opcji może być właściwie ... taki sam. Gdzie zatem tkwi różnica? Cóż, Diabeł - jak w przysłowiu - tkwi w szczegółach. A szczegółem w tym przypadku jest odpowiedź jednostki na pytanie: co wolę - 200 x 25 czy 100 x 50? Pierwsza liczba w każdym z równań to liczba stron, druga zaś wartość to stawka za stronę. Stawki - jak uczy doświadczenie - rosną wraz z doświadczeniem tłumacza i wiążą się ściśle z oferowaną przezeń jakością. Najwyższe stawki osiągają zatem tłumacze, którzy posiadają a) wiedzę, b) doświadczenie - i są one nie tyle rozległe, co głębokie... oraz c) potrafią wykazać punkty a i b w postaci tłumaczeń wysokiej jakości. Wniosek jest prosty: jeśli tłumacz prezentuje podejście "jakoś to będzie" musi się napracować dwa razy więcej niż ten, którego dewizą jest "niech jakość będzie", aby osiągnąć ten sam efekt :-) Wrodzone lenistwo podpowiada mi, że wolę pracować mniej... Stąd jestem umiarkowanym zwolennikiem specjalizacji. Dlaczego umiarkowanym? Pisałam już o znaczeniu wielofunkcyjności na etapie dokonywania wyborów zawodowych. Wydaje się ona być nieodzowna, aby wybór był naprawdę świadomy, a przecież nie ma nic gorszego niż tradycyjne polskie "100 lat" w zawodzie (czy specjalności) wybranych przypadkowo czy omyłkowo! W pewnym jednak momencie do głosu dochodzi świadomość, że z tego przedszkola warto wyjść i przenieść się w rewiry dla starszych dzieci: i tak zaczyna się przygoda ze specjalizacją. Oczywiście, to moje umiarkowanie wynika także ze znajomości historii H. Forda i jego specjalistów od pojedynczych śrubek. Jeśli specjalizacja staje się zbyt wąska, tłumacz może mieć problem z odnalezieniem się na rynku (znacznie zmniejszone szanse na zlecenia z pojedynczej wysokospecjalistycznej dziedziny) i do drzwi zapuka brak płynności finansowej, rodząc na tę okoliczność zupełnie nieplanowane dzieci, którym na imię Frustracja i Stres. Jak głosi nauka znana jako zarządzanie pracą, nadmierna specjalizacja demotywuje. Stąd do podnoszenia motywacji pracowników (co z powodzeniem można robić samodzielnie uprawiając wolny zawód) stosuje się wszelkie rodzaje zmienności... Jak można to zrealizować praktycznie w zawodzie tłumacza? Zmieniając proporcje realizowanych zleceń na tłumaczenia pisemne i ustne na przykład. Narzucając sobie pewne rotacje w obrębie danej dziedziny: czyli jeśli doskwiera mi nadmiar zleceń - powiedzmy - okulistycznych i stają się one po prostu nużące, rozwijam kontakty z innymi gałęziami medycyny, co daje nowe emocje, nowy napęd do działania, a po jakimś czasie powrót do tego, co znane i bezpieczne, również będzie przyjemny.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wracając do przykładu ośmiornicy: sporo daje do myślenia jej pożywienie. Odżywia się ona głównie niewielkimi organizmami morskimi: rybami, krewetkami, homarami... Raz na jakiś czas, porywa się jednak, z pozoru nierozsądnie, na większe cele: ptaki morskie czy nawet rekiny! Podobnie wygląda "dieta" tłumacza. Zlecenia, które stanowią o przeżyciu, to te, których nie widać. Które są drobne, niemal niewidoczne, i dopiero zsumowane pod koniec miesiąca urastają do ciekawych rozmiarów. Niemniej jednak, z ciekawości, dla zabawy, autopromocji, połechtania ego czy z dowolnego innego powodu tłumacz lubi czasem zapolować na rekina. I tak spotykamy polityków, przedstawicieli świata mediów - tych, których oprócz znawców naszej specjalizacji, zna również spora część społeczeństwa. Oni jednak służą jako "deser" :)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na koniec drobna uwaga, komentarz do przemyśleń. Wiecie, kiedy umiera ośmiornica? Gdy jej potomstwo jest gotowe do samodzielnego życia. Gdyby i to przełożyć na życie zawodowe, to wszelkiego mentoringu od razu się odechciewa... Pozdrawiam Was, Kamilo i Piotrze!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-5623821861589924555?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/5623821861589924555/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2009/12/elementy-zoologii-w-przekadzie-cz-2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/5623821861589924555'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/5623821861589924555'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2009/12/elementy-zoologii-w-przekadzie-cz-2.html' title='Elementy zoologii w przekładzie :) - cz. 2'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-3055556137199879930</id><published>2009-12-17T10:53:00.000-08:00</published><updated>2009-12-17T10:53:08.136-08:00</updated><title type='text'>Elementy zoologii w przekładzie :) - cz. 1</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dwa gatunki zwierząt chcę przedstawić: kameleon oraz ośmiornica.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;u&gt;&lt;b&gt;Kameleon (łac. chamaeleo)&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/u&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://images34.fotosik.pl/226/899058d0a5b9affemed.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://images34.fotosik.pl/226/899058d0a5b9affemed.jpg" width="307" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="4" class="infobox" style="margin-left: 0px; margin-right: 0px; text-align: left; width: 250px;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td colspan="2" style="background-color: #d3d3a4; padding: 2px; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Systematyka_%28biologia%29" title="Systematyka (biologia)"&gt;Systematyka&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;tr style="line-height: 130%;"&gt; &lt;td style="-moz-background-clip: border; -moz-background-inline-policy: continuous; -moz-background-origin: padding; background: rgb(238, 238, 238) none repeat scroll 0% 0%; vertical-align: top;"&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Domena_%28biologia%29" title="Domena (biologia)"&gt;Domena&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td style="width: 150px;"&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C4%85drowce" title="Jądrowce"&gt;eukarioty&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;tr style="line-height: 130%;"&gt; &lt;td style="-moz-background-clip: border; -moz-background-inline-policy: continuous; -moz-background-origin: padding; background: rgb(238, 238, 238) none repeat scroll 0% 0%; vertical-align: top;"&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kr%C3%B3lestwo_%28biologia%29" title="Królestwo (biologia)"&gt;Królestwo&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Zwierz%C4%99ta" title="Zwierzęta"&gt;zwierzęta&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;tr style="line-height: 130%;"&gt; &lt;td style="-moz-background-clip: border; -moz-background-inline-policy: continuous; -moz-background-origin: padding; background: rgb(238, 238, 238) none repeat scroll 0% 0%; vertical-align: top;"&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Typ_%28biologia%29" title="Typ (biologia)"&gt;Typ&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Strunowce" title="Strunowce"&gt;strunowce&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;tr style="line-height: 130%;"&gt; &lt;td style="-moz-background-clip: border; -moz-background-inline-policy: continuous; -moz-background-origin: padding; background: rgb(238, 238, 238) none repeat scroll 0% 0%; vertical-align: top;"&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Podtyp" title="Podtyp"&gt;Podtyp&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kr%C4%99gowce" title="Kręgowce"&gt;kręgowce&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;tr style="line-height: 130%;"&gt; &lt;td style="-moz-background-clip: border; -moz-background-inline-policy: continuous; -moz-background-origin: padding; background: rgb(238, 238, 238) none repeat scroll 0% 0%; vertical-align: top;"&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Gromada_%28biologia%29" title="Gromada (biologia)"&gt;Gromada&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Gady" title="Gady"&gt;gady&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;tr style="line-height: 130%;"&gt; &lt;td style="-moz-background-clip: border; -moz-background-inline-policy: continuous; -moz-background-origin: padding; background: rgb(238, 238, 238) none repeat scroll 0% 0%; vertical-align: top;"&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Rz%C4%85d_%28biologia%29" title="Rząd (biologia)"&gt;Rząd&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;span&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81uskono%C5%9Bne" title="Łuskonośne"&gt;łuskonośne&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;tr style="line-height: 130%;"&gt; &lt;td style="-moz-background-clip: border; -moz-background-inline-policy: continuous; -moz-background-origin: padding; background: rgb(238, 238, 238) none repeat scroll 0% 0%; vertical-align: top;"&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Podrz%C4%85d" title="Podrząd"&gt;Podrząd&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Iguania" title="Iguania"&gt;Iguania&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;/tr&gt;&lt;tr style="line-height: 130%;"&gt; &lt;td style="-moz-background-clip: border; -moz-background-inline-policy: continuous; -moz-background-origin: padding; background: rgb(238, 238, 238) none repeat scroll 0% 0%; vertical-align: top;"&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Rodzina_%28biologia%29" title="Rodzina (biologia)"&gt;Rodzina&lt;/a&gt;&lt;/td&gt; &lt;td&gt;&lt;span&gt;kameleonowate&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;(systematyka oczywiście dzięki Wikipedii)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt; &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt; I, za Wikipedią, krótka charakterystyka: "Polują wyrzucając błyskawicznie lepki język na odległość do kilkunastu centymetrów. Mają szczególną zdolność zmiany barwy; jednak wbrew popularnym opiniom kameleonowate nie dostosowują swojej barwy do barwy otoczenia (jest to popularny &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Faktoid" title="Faktoid"&gt;faktoid&lt;/a&gt;)&lt;small&gt;&lt;sup class="reference" id="cite_ref-anitei_1-0"&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kameleonowate#cite_note-anitei-1"&gt;[2]&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;&lt;/small&gt; – ich barwa zmienia się wraz ze zmianą stanu fizycznego i emocjonalnego&lt;small&gt;&lt;sup class="reference" id="cite_ref-2"&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kameleonowate#cite_note-2"&gt;[3]&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;&lt;/small&gt;, a także jest formą komunikacji z innymi osobnikami&lt;small&gt;&lt;sup class="reference" id="cite_ref-3"&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kameleonowate#cite_note-3"&gt;[4]&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;&lt;/small&gt;, choć ich naturalny kolor często odpowiada danemu typowi otoczenia, w którym przebywają. Na kolor również wpływa natężenie światła oraz temperatura – zazwyczaj w temperaturze ok. 25&amp;nbsp;°C odcień jest bardziej zielony, podczas gdy w temperaturze ok. 10&amp;nbsp;°C odcień skóry szarzeje.&lt;small&gt;&lt;sup class="reference" id="cite_ref-anitei_1-1"&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kameleonowate#cite_note-anitei-1"&gt;[2]&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;&lt;/small&gt; Niektóre kameleonowate stosują &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Mimetyzm" title="Mimetyzm"&gt;mimetyzm&lt;/a&gt; przybierając kształt np. zeschłych liści. Trzymają się określonych rewirów, które uważają za swoje i bronią ich przed intruzami."&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Do czego zmierzam? Do analizy cech dobrego tłumacza, które upodabniają go do kameleona. Zastanówmy się przez chwilę:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;1. trzyma się swoich rewirów, które uważa za własne i broni ich przed intruzami&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Dobry tłumacz nie jest wszechwiedzącym słownikiem, ani nawet translatorem elektronicznym. Uznając, że "&lt;i&gt;(...) każdy język składa się tylko z języków fachowych, a język ogólny stanowi zaledwie niewielki wspólny punkt powiązania między nimi" &lt;/i&gt;(B&lt;i&gt;.&lt;/i&gt; Kubik: &lt;i&gt;Pojęcie języka specjalistycznego.&lt;/i&gt; „Języki Obce w Szkole. Czasopismo dla nauczycieli”, 2002, nr 5, s. 6.), dobry tłumacz znajduje na nieprzebranym oceanie technolektów (czyli języków specjalistycznych, z angielska LSP) odpowiadającą mu dziedzinę i trzyma się swojej specjalizacji. Jest mu ona bliska na tyle, że uważa ją za własną. Stąd naturalny odruch obrony przed intruzami (czyt. przed innymi, próbującymi sił w przekładzie w tej samej kombinacji językowej i specjalizacji). To z kolei tworzy zjawisko konkurencji na rynku, która motywuje do rozwoju zawodowego, zdobywania nowych kompetencji etc., co jest wysoce pożądane i słuszne; z drugiej zaś strony ta sama konkurencja daje nam "tłumaczy po czypindziesiąt" (pisownia celowo niepoprawna), czyli grupę tych, co za złotówkę pojadą na własny koszt do Honolulu przełożyć videokonferencję dla belgijskiego prezesa firmy z siedzibą w Texasie zajmującej się dystrybucją chińskich agletów pasujących wyłącznie do rosyjskich sznurówek produkowanych na wyłączność dla niemieckiego producenta obuwia sportowego na licencji francuskiej :) Przy czym prezes gada tylko po japońsku :) Jak łatwo się domyśleć, taki poziom desperacji cechuje pewne szczególne grupy osób:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;- początkujących (wybaczamy, ale zalecamy raczej wolontariat lub współpracę z mentorem)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;- zakompleksionych (bo nie ukończyli filologii, bo mają problemy osobowościowe etc.etc.; zalecane jest uzupełnienie kwalifikacji lub/oraz psychoterapia - i to nie jest szyderstwo!)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;- partaczy (tu pozostaje nadzieja, że "rynek" wygryzie ich sam, po jednej, dwu czy więcej wpadkach... i tym osobom dedykuję cytat z Baczyńskiego "Nas nauczono. Nie ma litości")&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;2. "Ich barwa zmienia się wraz ze zmianą stanu fizycznego i emocjonalnego, a także jest formą komunikacji z innymi osobnikami, choć ich naturalny kolor często odpowiada danemu typowi otoczenia, w którym przebywają".&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Tłumacz w trakcie mówienia musi pozostać żywym organizmem, istotą reagującą na wypowiadane przez mówcę słowa. Nie może być lektorem listy dialogowej w amerykańskim filmie kryminalnym (kto zna ten skecz, wie świetnie o czym mówię, osobom niewtajemniczonym obiecuję, że link pojawi się wkrótce). W miarę jak stan emocjonalny mówcy ulega zmianie ("zapala" się on, wyraża wzburzenie, radość, smutek...), dobry tłumacz zadba o utrzymanie formy i treści przekładu na tym samym poziomie emocjonalnym.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Prosty przykład: zależy nam, by odbiór słowa mówionego przez polsko- i obcojęzyczną audytorium różnił się minimalnie, dążymy do wyeliminowania różnic w ogóle. Stąd starania o trafny przekład żartów, anegdot, idiomów (jest to tzw. przekład kulturowy - czyli nie dosłowne oddanie tego, co wyraził mówca, ale "przefiltrowanie" treści przez posiadaną przez tłumacza wiedzę o różnicach kulturowych m. dwiema grupami). Jeśli zatem mówca powie "stop pulling my leg" cytując zupełnie nieformalną konwersację z kilkuletnim synem (i angielskojęzyczna część audytorium ryknie śmiechem słysząc takie słownictwo trzy- czy czterolatka), oddanie tego jako "nie strój sobie ze mnie żartów" takiego efektu nie wywoła u polskojęzycznej części słuchaczy, stąd cały klimat emocjonalny - mówiąc kolokwialnie - pójdzie się bujać :) I słusznym będzie tu powiedzenie "nie rób ze mnie jaj" z adekwatną intonacją (imitującą ton mówcy), co wywoła równe salwy śmiechu po obu stronach sali. Jest to, jak u kameleona, pewna forma komunikowania się ze słuchaczami, swego rodzaju przywilej. Jak zwykle w podobnych sytuacjach, posiadanie przywileju łączy się nierozerwalnie z odpowiedzialnością. I w przypadku przekładu kulturowego o odpowiedzialności można również mówić. To tłumacz decyduje, ile są w stanie "udźwignąć" słuchacze w danym momencie (czyli ocenia rozbieżności kulturowe m. grupami językowymi). Zilustruję to autentycznymi sytuacjami z przekładu symultanicznego podczas dwu konferencji w obrębie tej samej specjalizacji.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;(Syt. A) Przekład PL-EN-PL Wersji angielskojęzycznej słucha szacowny profesor, jego małżonka oraz 2 prezesów firm farmaceutycznych (sponsorujących konferencję). Reszta słuchaczy (niespecjalnie wyluzowanych sądząc po przebiegu pierwszej sesji) odbiera program po polsku. Wprowadzając wykład profesora, osoba znana z ciętego języka i nieokiełznanego poczucia humoru puszcza oczko, mówiąc po angielsku "Deflore is yours" (zamiast "the floor is yours" pikantna gra słów miała być). Profesor nieco zakłopotany, w kabinie ułamek sekundy przemyśleń i polska część audytorium słyszy: "Oddaję panu głos, panie profesorze". Uznaliśmy, że ze względu na osobę profesora, kulturę polską i rodzaj odbiorców, należy pozostać przy zwrocie formalnym.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;(Syt. B) Przekład EN-PL Po polsku słucha 3/4 audytorium. 1/4 szczęśliwców słucha oryginału. Mówca kontrowersyjny, rzucający ostrymi skojarzeniami (co było widoczne w wyświetlanym tłumaczeniu prezentacji na język polski, np. kompetencje określone akronimem&lt;b&gt; WÓDKA&lt;/b&gt;, poszczególne z nich to &lt;b&gt;W&lt;/b&gt;iedza, sz&lt;b&gt;Ó&lt;/b&gt;sty zmysł, &lt;b&gt;D&lt;/b&gt;oświadczenie, e&lt;b&gt;K&lt;/b&gt;scytacja, z&lt;b&gt;A&lt;/b&gt;bawa), audytorium już nieco "rozgrzane" jego poczuciem humoru, nie miało problemu z przyjmowaniem kolejnych żartów. W pewnym momencie, w ramach omawiania środka uniwersalnego na wszelkie bolączki zawodowe, na ekranie wyświetla się tabletka z napisem "FUKITOL" (czyt. fakitol, znów gra słów z fuck it all). Część angielskojęzyczna ryczy ze śmiechu, reszta jeszcze nieco zdezorientowana.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Mówca: "and I would like to recommend you the best pill ever, namely FUKITOL"&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Tłumacz: "chcę zatem polecić wam najlepszy dostępny środek, czyli FUKITOL"&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Mówca: "to those of you who do not know what this name means I want to explain that it is a combination of three English words"&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Tłumacz: "chciałbym wyjaśnić tym z państwa, którzy tej nazwy nie znają, że w jej skład wchodzą trzy angielskie wyrazy"&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Mówca: "and I am sure that this nice girl in the booth will say them now in Polish..."&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Tłumacz: "i pewien jestem, że to miłe dziewczątko w kabinie powie je Państwu teraz po polsku..."&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Mówca: "fuck it all"&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Tłumacz (po błyskawicznej ocenie sytuacji): /przekład_dosłowny_frazy/ :D&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;W tym momencie całe audytorium wybuchnęło zgodnym śmiechem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Przekład zatem w obu sytuacjach został dopasowany do słuchaczy, zgodnie z działaniem kameleona, który swoją barwę podstawową dopasowuje do typu otoczenia, w którym przebywa.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;3. Kameleon posiada również lepki język, który potrafi wyrzucić w sytuacji polowania na długość kilkunastu centymetrów (czyli de facto na drugą długość własnego ciała).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Zgodnie z tą zasadą, tłumacz w kontekście sytuacyjnym przekładu żywego słowa, również jest gotów i potrafi "przejść samego siebie" i ujawnić swoje rozległe kompetencje w obu językach, "aby język giętki, powiedział wszystko, co pomyśli głowa" (głowa mówcy, rzecz jasna; a cytat, ma się rozumieć, ze Słowackiego).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Część druga omówi przykład ośmiornicy :)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-3055556137199879930?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/3055556137199879930/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2009/12/elementy-zoologii-w-przekadzie-cz-1.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/3055556137199879930'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/3055556137199879930'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2009/12/elementy-zoologii-w-przekadzie-cz-1.html' title='Elementy zoologii w przekładzie :) - cz. 1'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7885248691996923744.post-9003764541925262439</id><published>2009-12-17T05:59:00.000-08:00</published><updated>2009-12-17T05:59:08.718-08:00</updated><title type='text'>O Filologii</title><content type='html'>&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na początek odrobina teorii. W sukurs, oczywiście, przychodzi Wikipedia, za którą cytując, powiem, że "&lt;b&gt;Filologia&lt;/b&gt; to jedna z &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Nauka" title="Nauka"&gt;nauk&lt;/a&gt; &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Nauki_humanistyczne" title="Nauki humanistyczne"&gt;humanistycznych&lt;/a&gt;, badająca &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C4%99zyk_%28mowa%29" title="Język (mowa)"&gt;język&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Literatura" title="Literatura"&gt;literaturę&lt;/a&gt; kręgu cywilizacyjnego bądź &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Nar%C3%B3d" title="Naród"&gt;narodu&lt;/a&gt;. Głównym przedmiotem jej badań jest tekst, a celem – jego komentarz i interpretacja. W potocznym ujęciu jest to określenie kierunku odpowiednich studiów humanistycznych (np. &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Polonistyka" title="Polonistyka"&gt;polonistyka&lt;/a&gt; – filologia polska, anglistyka – filologia angielska, germanistyka – filologia niemiecka, iberystyka - filologia iberyjska).&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; Cele nauk filologicznych były różnie określane na różnych okresach rozwoju tej dyscypliny, i tak np. niemiecki romanista z przełomu XIX i XX wieku określa filologię jako "każdą naukę, której celem i zadaniem jest poznanie duchowych właściwości danego narodu [...], o ile znalazły one lub ciągle jeszcze znajdują swój wyraz w języku i literaturze"&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dalej, Wikipedia donosi, iż "Termin φιλόλογος (philologos) pojawia się po raz pierwszy u &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Platon" title="Platon"&gt;Platona&lt;/a&gt; (&lt;i&gt;Theatetus&lt;/i&gt; 146 A) i oznacza "miłośnika naukowej dyskusji". Terminem φιλόλογος nazywał się &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Eratostenes" title="Eratostenes"&gt;Eratostenes&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksandria" title="Aleksandria"&gt;aleksandryjski&lt;/a&gt; uczony, zajmujący się m.in. historią literatury. Na gruncie łacińskim &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Cyceron" title="Cyceron"&gt;Cyceron&lt;/a&gt; określał mianem &lt;i&gt;philologia&lt;/i&gt; studiowanie literatury".&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z omówionych powyżej definicji najbliższa jest mi Platońska. Tak, jestem miłośnikiem dyskusji naukowych.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wracając jednak do greki i rozbijając ten wyraz na dwa rdzenie, z których się składa filia (miłość, zamiłowanie) i logos (słowo), można wysnuć wniosek, że filologia to po prostu miłość do słowa (w szerszym rozumieniu: do języka), zaś filolog jest (a przynajmniej powinien być) rozmiłowany w słowie (pisanym oraz mówionym). &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdyby natomiast pokusić się o połączenie definicji leksykalnej z ujęciem zaproponowanym przez Platona, otrzymalibyśmy miłośnika dyskusji naukowych w języku obcym (?), czyli - de facto - tłumacza konferencyjnego.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uznając słowo, tudzież język, za ideę, stawia się filologów w jednym szeregu z ludźmi, którzy na przestrzeni wieków dowodzili swojej miłości do idei. Jak dawali wyraz swojej miłości? Wystarczy wspomnieć bojowników o wolność (zrywy niepodległościowe), prekursorów nauk wszelakich wynurzających się z mroków średniowiecza (którzy płynęli pod prąd, ośmielając się być innymi), Hitlera i innych nawiedzonych przywódców (których umiłowane idee uznajemy obecnie za zło wszelakie, a którym nie sposób odmówić charyzmy i umiejętności porywania tłumów), wreszcie ludzi niestrudzenie szerzących czy oddających życie za ideały religijne (na arenach rzymskich amfiteatrów, w czasach Inkwizycji, podczas II Wojny Światowej, za panowania poprzedniego systemu narzucającego obligatoryjny ateizm, za panowania obecnego systemu narzucającego obligatoryjny katolicyzm, że o fanatycznych samobójcach religijnych w pewnych częściach świata nie wspomnę, albowiem konstruktywnie miało być...). Wniosek płynie jeden z powyższych rozważań: nie wystarczy mówić "kocham", nie wystarczy nazywać się z mocy dyplomu "miłośnikiem". Należy podejmować działania. Ergo: nie jest &lt;u&gt;&lt;b&gt;filologiem&lt;/b&gt;&lt;/u&gt; absolwent studiów językowych, nie pracujący obecnie ze słowem. Rozwiejmy mit nr 1: studia filologiczne to nie szkoła językowa. To przekazanie pewnych wartości, wskazanie kierunków, kształcenie zestawu umiejętności. I rozbudzanie zamiłowania na poły z ciekawością przede wszystkim.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wróćmy jednak do rozważań. Jakie działania może podjąć filolog, aby dowieść miłości do słowa? Część słowa naucza - i chwała im za to. Inni słowo zgłębiają "od kuchni" - stąd rozkwit językoznawstwa. Niektórzy zgłębiają sens słów - i są to znawcy literatury i kultury. Jeszcze inni natomiast kochają naukowe dyskusje :) i do tej właśnie grupy mam się przyjemność zaliczać.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7885248691996923744-9003764541925262439?l=medical-interpreter.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/feeds/9003764541925262439/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2009/12/o-filologii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/9003764541925262439'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7885248691996923744/posts/default/9003764541925262439'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://medical-interpreter.blogspot.com/2009/12/o-filologii.html' title='O Filologii'/><author><name>Karolina Kalisz</name><uri>http://www.blogger.com/profile/17565884472636577562</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='21' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/-2pGBVUeOECc/TxeIvwbhGkI/AAAAAAAAA84/W_rFAH0Q6jw/s220/smile-med.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
